Bogate w symbolikę wyobrażenie „rycerza Chrystusa”, trzymającego w ręku tzw. Scutum Fidei (tarczę Trójcy Świętej) i koronowanego przez anioła z listą siedmiu błogosławieństw w ręku (domena publiczna).
Krucjaty: geneza
Średniowiecze to epoka, w której Bóg stanowił dla ludzi byt jak najbardziej realny. Między sferą sacrum a profanum nie istniała jasna granica – stąd potrzeba nieustannego zabiegania o przychylność sił niebieskich. Prości ludzie gorąco przeżywali kwestie religijne, nawołując duchownych do porzucenia bogactwa i powrotu do apostolskiego stylu życia. Stawali się też inicjatorami ruchów, uznanych przez Kościół za heretyckie, które postulowały moralną odnowę kleru. Z kolei duchowni krzywym okiem zerkali na rycerzy. Skoro do najwyższych cnót zaliczano ubóstwo i pokorę, to jak wojowniczy i żądni łupów feudałowie mogli dostąpić zbawienia?
Germańskie nawyki
W Kościele wczesnośredniowiecznym dominowały tendencje pacyfistyczne. Jeden z pierwszych ojców Kościoła, Orygenes, potępiał toczone przez Rzymian wojny, wskazując, że nie licują one z zasadą chrześcijańskiego miłosierdzia. Sprawa skomplikowała się jednak po przyjęciu chrztu przez cesarza Konstantyna Wielkiego. Rzymski władca – już chrześcijanin – dalej brał udział w konfliktach zbrojnych. Zaczął więc odnosić się do idei wojny sprawiedliwej – toczonej w obronie i dla dobra wiary. Duży wkład w rozwój powyższej doktryny włożył św. Augustyn. Nauczał on, że wojna jest usprawiedliwiona, jeśli miasto lub lud celowo zerwie pokój lub postanowi nie odpłacić za wyrządzone krzywdy. Według Augustyna użycie siły było uzasadnione również w wypadku, w którym grzesznicy nie chcą przystąpić do wspólnoty wiernych.
Przez długi czas duchowni stali jednak na straży pokoju. To z inicjatywy Kościoła wyszedł w X wieku ruch pokojów bożych ([Pax Dei]) i rozejmów bożych ([Treuga Dei]). W czasie ich trwania zakazywano przelewania krwi, a nieprzestrzeganie ustaleń mogło zakończyć się ekskomuniką. Przede wszystkim zaś kler usiłował powstrzymać konflikty feudałów, w których poza żołnierzami cierpiała również okoliczna ludność. Rycerski styl życia prowadził do anarchii – stąd próby okiełznania wojowników.
Jednak nie można było całkiem wyrzec się rozlewu krwi. Człowiek utrzymujący się z wojaczki nie mógł przecież, jak zalecały księgi penitencjarne, odbywać czterdziestodniowej pokuty za każde zabójstwo, nawet to dokonane w czasie wojny. Poza tym nadmierna potulność nie pasowała do realiów Europy, bowiem ta w czasach karolińskich przypominała oblężoną twierdzę. Trzeba było dać odpór Wikingom od północy, Węgrom od wschodu i muzułmanom od południa. Kościół potrzebował zbrojnego ramienia, toteż między surowymi zakazami prowadzenia wojen pojawiać się zaczęły również głosy przyzwolenia.
Trzeba pamiętać, że religijność rycerzy była ściśle powiązana z ich wojowniczym etosem, którego korzenie sięgają czasów przedchrześcijańskich. Ideał herosa germańskiego to postać hojna, mężna i wierna swemu panu. Cechy te są kluczowe także dla rycerzy. Autor starogermańskiego eposu „Heliand” (Zbawiciel), napisanego w IX wieku, przedstawił Chrystusa i apostołów jako zbrojną drużynę zgromadzoną wokół charyzmatycznego wodza. Plemiona Franków i Anglosasów, po przyjęciu chrztu, interpretowały tradycje biblijne przez pryzmat swoich bohaterskich eposów. Ideał rycerza stanowił zatem człowiek czynu, który za życia zdobywa sławę, a po śmierci – zbawienie. Dokładnie tak, jak germański heros miał wykazać się mężnymi dokonaniami, aby po śmierci (najczęściej z bronią w ręku) zająć poczesne miejsce w zaświatach. Nic zatem dziwnego, że rycerska pobożność łączyła się z wojaczką – choć w żadnym razie nie była to jej jedyna forma. Ale Kościół potrzebował czasem wyszkolonych rębajłów i ich brutalnej siły.
Sława, bogactwo czy życie wieczne?
Kiedy w 853 roku Rzymowi zagrażali Saraceni, papież Leon IV ogłosił, że każdy, kto przyjdzie Stolicy Piotrowej z pomocą i zginie w bitwie, będzie mógł liczyć na Królestwo Niebieskie. Podobny ton znaleźć można w pontyfikale z X wieku, gdzie zawarto formułę wypowiadaną podczas błogosławienia sztandarów:
"Pobłogosław i uświęć ten sztandar wzniesiony dla obrony świętego Kościoła przed nienawistną furią, aby wierni i obrońcy ludu Bożego, którzy za nim podążą, mogli uzyskać tryumf i zwycięstwo nad wrogiem, w Twoim imieniu i dzięki sile krzyża."
Oblężenie Jerozolimy przez krzyżowców w 1099 roku (domena publiczna).
Popularność zyskiwała też liturgia błogosławienia miecza. Ponadto w tym okresie na zachodzie Europy zaczął się rodzić kult świętych, związanych z rzemiosłem wojennym. Szczególnymi względami darzono św. Michała Archanioła – hetmana niebiańskiego „pospolitego ruszenia” czy św. Jerzego – pogromcę smoka. W 1064 roku papież Aleksander II zaoferował odpusty wszystkim rycerzom, którzy wezmą udział w hiszpańskiej kampanii przeciw muzułmanom. Urban II, rozpoczynając krucjaty podczas słynnego synodu w Clermont w 1095 roku, jedynie podsumował więc poczynania poprzedników i nastroje kształtujące się od wielu wieków. Przygotowane było też podłoże społeczne. Masy rycerstwa dostały okazję, by zdobyć sławę, zbawienie oraz majątek – i to nie wyrzekając się swojego dotychczasowego zajęcia.
Rycerska pobożność była nieustannie podsycana przez Kościół. Duchowni, już na początku kształtowania się stanu rycerskiego, dokładali starań, by świeckim ceremoniałom nadać chrześcijańskie rysy. Tak stało się w przypadku ceremonii pasowania na rycerza. Pierwotnie stanowiła ona rytuał inicjacyjny, podczas którego młody człowiek wchodził do grona pełnoprawnych wojowników. Wraz z rosnącym wpływem chrześcijaństwa ewoluowała także sfera symboliczna. Duchowny przypasywał nowemu rycerzowi błogosławiony miecz, czyniąc go tym samym miles Christi – żołnierzem Chrystusa, zobowiązanym do obrony wiary.
Podobne starania były podejmowane w odniesieniu do wypraw krzyżowych. Propagowana przez Kościół idea krucjatowa zakładała, że udział w świętej wojnie jest powinnością każdego rycerza, a sprawie wyzwolenia Jerozolimy należy poświęcić się całkowicie. Zdążający do Ziemi Świętej pielgrzymi składali przysięgę w kościele, następnie zaś kapłani przyozdabiali ich szaty znakiem krzyża. Dla rycerzy perspektywa zdobycia zbawienia była niewątpliwie wyjątkowo silną motywacją. Ale nie jedyną. Wyprawa na Wschód znakomicie przecież komponowała się z rycerskim pragnieniem wędrówki, sławy, bogactwa. Konon de Bethune (zm. ok. 1220 roku), uczestnik trzeciej i czwartej wyprawy, zaznaczał: „Właśnie tam [w Syrii] wielcy i pomniejsi rycerze dokonują rycerskich czynów. Dlatego też mężczyzna zdobędzie tam raj i zaszczytną chwałę, a także miłość i uznanie ukochanej”. Warto też przypomnieć słowa Tybalda z Szampanii: „Ślepy jest ten, kto choć raz w życiu nie wyrusza na wyprawę z odsieczą Bogu i z tak niewielkiej przyczyny traci chwałę świata”. Ten krótki fragment pokazuje, że autor pojmował ideę krucjaty inaczej, niż czynił to Kościół. Tybald nie zamierzał całkowicie oddać się sprawie świętej wojny i pozostać w Jerozolimie, by strzec jej przed muzułmanami. Krucjatę traktował jako daleką wyprawę, z której zamierzał jednak powrócić. Podobny pogląd był popularny wśród rycerstwa. Wyprawa krzyżowa stanowiła ważne przedsięwzięcie, ale nie każdy chciał poświęcić całe życie na walkę z muzułmanami.
Niezbyt licznie pociągnęło do Ziemi Świętej rycerstwo z Polski. Piastowskich książąt bardziej pochłaniała walka z „lokalnymi” poganami – Prusami, Jaćwingami, Pomorzanami i Słowianami połabskimi. Nie oznacza to, że Polakom obojętna była idea krucjatowa i wyzwolenie Jerozolimy. Udział w wyprawie krzyżowej wzięli między innymi Henryk Sandomierski i Jaksa z Miechowa, a rycerstwo zgodnie spłacało specjalne dziesięciny, narzucane przez papieża na rzecz krucjat. Na zaproszenie Piastów przybywały również zakony rycerskie. Pierwsi na ziemiach polskich pojawili się joannici, którzy osiedlili się w małopolskiej Zagości około 1156 roku. Wspieranie zakonników traktowano równoznacznie z poparciem dla idei krucjatowej. Europejskie filie joannitów, templariuszy czy krzyżaków stanowiły bowiem początkowo wyłącznie zaplecze dla ich działalności w Ziemi Świętej. Polscy rycerze odpowiadali więc na papieskie apele włączenia się w ruch krucjatowy, chociaż sami rzadko wyprawiali się do Jerozolimy. Spotykało się to ze zrozumieniem Rzymu, a papieże przysyłali bulle, że uczestnicy wyprawy na Bałtów lub Słowian połabskich otrzymają taki sam odpust, jak gdyby udali się do Ziemi Świętej.