Europa w uścisku Nowej Chazarii | Bartosz Kopczyński | Części 1-3
Część pierwsza
Przedstawiamy pierwszą część z mini cyklu, wprowadzającego w obecną sytuację geopolityczną. Przyszłość każdego z nas zależy od zmian w geopolitycznej układance, a ta ostatnio układa się po nowemu. Nie można jednak dowiedzieć się z mediów głównego nurtu, jak przebiega przebudowa. Media niezależne też nie wszystkie stają na wysokości zadania. Staramy się te braki uzupełnić i dostarczyć kompleksową wiedzę.
Oniemiały świat, a jeszcze bardziej oniemiała Europa Zachodnia przygląda się voltom globalnej polityki, które bardzo przyspieszyły po 2020 roku, nie wiedząc, co o tym myśleć. Trudno dziwić się zwykłym ludziom, którzy chcą się dowiedzieć, czy i jakie będą mieli jutro, skoro pogubili się specjaliści, eksperci, politycy, liderzy opinii publicznej. Zarówno ci prawdziwi, jak i podstawieni. Ludziom współczesnego Zachodu trudniej uwierzyć w to, co się dzieje niż ludziom wcześniejszych epok z trzech głównych przyczyn, mających podłoże mentalne. Po pierwsze, uwierzyli w koniec historii – że po rozpadzie ZSRR będzie już zawsze, tak jak jest – dobrobyt i bezpieczeństwo, i nie będzie gwałtownych przemian. Po drugie, naoglądali się tyle fikcji, że przestali odróżniać rzeczywistość od opowiadania o niej, myśląc, że takie rzeczy, jakie oglądają na ekranach dzieją się tylko tam i nie przydarzają się zwyczajnym ludziom. Po trzecie i najważniejsze, z wygody bytu pogrążyli się w rozkoszach zmysłowych i pogardzili wiarą swoich przodków, a wraz z nią – realistycznym myśleniem przyczynowo – skutkowym. Żyją więc jak komu wola, beztrosko, aż nagle na głowę zwala im się pandemia i wojna, a za nimi – rozpacz i panika.
Wytłumaczyć, w czym sedno też łatwo nie jest, a to z dwóch głównych powodów. Pierwszy, iż nauczanie historii fałszowane jest mniej więcej od Oświecenia, ludzie mają więc już na wstępie niepełny lub zniekształcony obraz dziejów. A drugi, to że uparcie ktoś ciągle prawdę zniekształca. Aby więc zrozumieć to, co dziś się wokół nas dzieje, wpierw trzeba w przeszłość zamierzchłą się cofnąć. Dzisiejsze zdarzenia są skutkiem długotrwałych procesów, które nie zaczęły się wczoraj. To samo w sobie nic odkrywczego, każdy przeciętny znawca historii zdaje sobie sprawę z procesualnej i przyczynowo – skutkowej natury zdarzeń. Jeśli więc coś się dzieje, ma swoje przyczyny, sięgające nieraz w głąb dziejów. Szokiem natomiast będzie twierdzenie, że główne procesy europejskiej historii od rewolucji luterańskiej nie kształtują się całkowicie samoistnie, lecz podlegają sterowaniu. Nie znaczy to, że ktoś z jakiejś ukrytej loży steruje wszystkim, tak się nie da. Można jednak dostrzec pewne wpływy, ukryte manipulacje naturalnymi zdarzeniami na różnych płaszczyznach, modyfikujące nurt życia. Wpływy te układają się w pewne wzory, z których można odczytać prawidłowości, a dzięki temu do pewnego stopnia przewidywać prawdopodobieństwo zdarzeń przyszłych.
Ludzie dzielą się na dwie główne kategorie – tych, co chcą dobrze i tych, co chcą źle. Ci pierwsi stanowią przeważającą większość, dobro jest bowiem wpisane w naturę ludzką. Niestety, została ona skażona grzechem pierworodnym, przez co ludzie mają tendencje do błędów, co najczęściej przybiera postać ulegania instynktom, popędom i pożądaniom. Ludzie jednak w swojej większości starają się z grubsza realizować Boży plan, aby czynić sobie ziemię poddaną, współpracując z innymi ludźmi. Popełniają przy tym wiele błędów i popadają w grzechy, czasem przyjmują złe intencje, muszą się jednak jakoś z nich wydobywać, aby współpraca była w ogóle możliwa. Ogólnie rzecz biorąc, z ludźmi lekko nie jest, ale jakoś się da. Przynajmniej z tą większością, która z zasady chce dobrze. Jest też pewna niewielka część ludzkości, która chce źle. Nigdy jednak nie jest tak, że ktoś urodził się zdeterminowany do zła. Ludzie mają z urodzenia różne skłonności, ale potem podlegają wychowaniu, dojrzewają i sami decydują o swoim postępowaniu. Są tacy ludzie, którzy świadomie wybierają czynienie zła innym ludziom, zwykle po to, aby odnieść korzyści cudzym kosztem, i trwają w tym aż do śmierci. To zatwardziali grzesznicy. Jest ich mniejszość, ale każdy kogoś takiego zna. Istnieje jednak pewna grupa ludzi, stanowiąca promil ludzkości, którzy wybierają zło nie tylko dla własnej korzyści, ale dla samego zła. Grupa ta posiada wielką wiedzę, dziedziczoną pokoleniowo, której początki giną w mroku dziejów. Biorąc jednak pod uwagę dogłębną znajomość natury ludzkiej, musi ta wiedza być tak stara, jak cywilizacja, co wskazuje na początki chronologiczne tej grupy. Z pewnością tradycje tych ludzi starsze są od nauczania historii. Ludzie ci dysponują nie tylko wiedzą pradawną, co już samo z siebie daje moc, ale jakąś dziwną przewagą, pozwalającą im realizować swoje ukryte cele kosztem innych ludzi, pozostając niewykrytymi. Można się jedynie domyślać, bo ludzie spoza grupy nie mają do tych tajemnic dostępu, że kryje się za tym świadoma współpraca z Lucyferem, pierwszym buntownikiem. Wszędzie bowiem w poczynaniach tych ludzi widać bunt przeciw Bogu i nienawiść do tego, co Bóg stworzył.
Wspomniana wiedza daje tym odwiecznym buntownikom wielką siłę, wiedzą bowiem wiele o ludziach, którym szkodzą, a ich ofiary zwykle nawet nie mają świadomości istnienia grupy i jej działań. Wiedza, którą się posługują ma charakter ezoteryczny – skrywający w głębi znaczenia, dostępne tylko dla wtajemniczonych, którzy dostąpili oświecenia. Dla profanów, czyli wszystkich pozostałych przeznaczone są znaczenia sfałszowane i pozorne, lub zgoła ich brak. Jest to zatem wiedza tajemna, dająca jej posiadaczom władzę nad zachowaniami ludzi, głównie poprzez biegłość sterowania potrzebami i pożądaniami. Jej posiadacze wierzą jednak, że oprócz władzy ich ezoteryczna wiedza daje im zbawienie i życie wieczne już tu, na ziemi. Ten system wierzeń zwie się gnozą od greckiego gnosis – wiedza, ezoteryczna oczywiście. Tak samo, jak wiedza, tak i sama grupa skrzętnie ukrywa swą tożsamość i samo swoje istnienie. Jakoś jednak trzeba ich nazwać, posługuję się więc konsekwentnie określeniem „gnostycy”, jako że widać wyraźnie, że grupa ta zarówno sama wyznaje gnozę, jak i używa jej w celu dezinformacji i paraliżu swoich ofiar. Mam jednocześnie świadomość, nieścisłości tego terminu, wielu jest bowiem innych użytkowników gnozy, nie należących do grupy. Używam jednak tego pojęcia w określonym kontekście wobec określonej grupy ludzi, których nie można nazywać ich własnym mianem z uwagi na cenzurę.
Cele gnostyków dzielić można na dwa nurty – energomaterialny i metafizyczny, a każdy z nich także rozgałęzia się dalej na dwa zakresy skutków – dla nich samych i dla innych ludzi. Cele energomaterialne to absolutne kontrolowanie całej energomaterii, która w ogóle podlega ludzkiej kontroli. Gnostycy dążą do tego, aby mieć samemu kontrolę pełną kosztem pozostałych ludzi, którzy tej kontroli mają zostać pozbawieni. Cele metafizyczne, pozamaterialne gnostyków to życie wieczne na ziemi w charakterze bogów, a dla reszty ludzi – potępienie wieczne w piekle. Tak sformułowane cele ukrywane są za ezoteryczną mową, występującą pod zwodniczymi postaciami: fałszywe religie, kłamliwe filozofie, obłudne ideologie, zwodnicza psychologia, spreparowana historia, dezinformacja. Każde kolejne pokolenie gnostyków przekazuje swoje cele i gnozę potomstwu. Każdy z gnostyków ma wiele możliwości zmiany celów, co jednak, jeśli występuje, spotyka się z wrogością, a czasem zemstą grupy. W połączeniu z władzą i możliwościami, jakie daje uczestnictwo w działaniach grupy, a także z indoktrynacją od dziecka sprawia, że dążenia gnostyków są trwałe i rozciągają się na tysiąclecia.
Początki działań gnostyków starsze są od określeń, jakie można im przypisać, a skoro powstali i rozwinęli się wraz z cywilizacją, oznacza to, że ich matecznik plasuje się w okolicach Bliskiego Wschodu – Sumer, Babilon, skąd rozeszli się po kolejnych powstających państwach, wszędzie zgłębiając sztukę najpierw jawnego, a potem ukrytego panowania. Wnioskując na podstawie podobieństw wierzeń, można założyć związki gnostyków ze starożytnymi kulturami Tybetu i Indusu. Nauczyli się przejmować wiedzę swoich ofiar, aby używać jej przeciwko nim, a potem przeciwko innym. Nadrzędnym dążeniem gnostyków pozostaje władza, zatem ich wrogiem jest wszystko, co pozwala ludziom nie znajdować się pod obcym panowaniem, lecz samemu zorganizować życie społeczne: moralność, rodzina, suwerenna władza, własne państwo, własność prywatna, logiczne myślenie, wiedza. Dzięki własnym strukturom społecznym ludzie mogą zaspokajać swoje potrzeby i nie muszą korzystać z usług gnostyków. Za każdym razem takie korzystanie przywodzi korzystających do uzależnienia od pokus i ich zaspokajania, dostarczanych przez gnostyków. Z czasem ludzie, którzy się od nich uzależnili tracą chęć i zdolność do samodzielnego życia, a w końcu tracą możliwość własnej wolności. Swoje ofiary utrzymują gnostycy w posłuchu za pomocą kłamstwa, serwowanego za pośrednictwem mitu, tak, aby ich ofiary nie zrozumiały swojego położenia.
Rozwój cywilizacji i możliwości zaspokajania pożądań, dostępnych za pośrednictwem pieniądza dawał coraz większą władzę tym, którzy potrafili korzystać z tym nowoczesnych narzędzi. Wraz z rozwojem intelektualnym ludzkości pojawiły się jednak tendencje sprzeczne z celami gnostyków – etyka oparta na cnotach moralnych oraz filozofia realistyczna. To pozwoliło zrozumieć świat, innych ludzi i siebie, a następnie zacząć uszlachetniać stosunki międzyludzkie. Refleksji tej towarzyszyła też teoria ustroju i prawa. Mit stawał się zagrożony, wciąż jednak trzymał się mocno, jako, że myślenie logiczne i zachowania cnotliwe ograniczały się do niewielkiej grupy ludzi wolnych i zamożnych. Starożytność Grecji i Rzymu, pomimo wielkich osiągnięć została ufundowana na pogańskim niewolnictwie, połączone z wielkimi nierównościami i demonicznymi kultami. Nie było wtedy jeszcze metafizyki wystarczająco silnej, aby nadać sens ludzkiej przedsiębiorczości. Mit wciąż kierował ludźmi.
Wtedy nastąpiła największa rewolucja w historii ludzkości – Bóg, stwórca natury przyszedł na świat jako człowiek, aby przypomnieć ludziom ich powinności, nauczyć prawdziwej miłości, pokazać drogę mądrości. A nade wszystko, aby odkupić dusze i wskazać sens życia. Odtąd każdy człowiek niezależnie od narodowości mógł dostąpić zbawienia, poprzez wiarę i uczynki miłości, a żeby to zrozumieć, musiał zacząć myśleć logicznie nie tylko o Bogu, ale też o sobie, innych i świecie. Filozofia realistyczna i etyka cnót nagle ukazały sens swojego pojawienia się w myśli ludzkiej, i zaczęła się wielka podróż ludzkości – przez rafy grzechu i błędów do spokojnego oceanu społecznego panowania Chrystusa. Takie zadanie dostali do wykonania uczniowie Chrystusa, wyznawcy Boga w Trójcy Jedynego. Ludzie dostali wszystko, aby zrozumieć świat i uczynić sobie ziemię poddaną. Jedną z konsekwencji tego dążenia jest refleksja filozoficzna, prawna i ustrojowa. Stosunki wewnętrzne dużych grup ludzkich mogły zostać uporządkowane w sposób racjonalny, efektywny, służąc ich naturalnym potrzebom, eliminując większość przemocy z życia społecznego. Powstała cywilizacja wysokich technologii, szanująca człowieka i jego interesy, a nie tylko władzę. Rozwinęła się nowoczesna nauka, a sztuka, ukazująca piękno, opiewała też dobro i prawdę. Stopniowo upowszechniło się sakramentalne małżeństwo jako podstawa rodziny, rodzącej i wychowującej nowych ludzi, która stała się podstawą ustroju społecznego i politycznego. Rozwinęła się własność prywatna, pozwalająca korzystać z dóbr doczesnych, oraz państwo narodowe, stojące na straży tego wszystkiego.
Gnostycy początkowo starali się przejąć kontrolę nad nowym sposobem myślenia. Szymon Mag, wielki i uczony autorytet gnozy, gdy poznał nowe możliwości próbował wykupić licencję na chrześcijaństwo. Spotkał się jednak ze stanowczą odmową Szymona Piotra, prostego rybaka, a jednak mądrzejszego od wszelkich mędrców gnozy. Wtedy zaczęła się kontrowersja, trwająca do dziś, walka o rząd dusz między gnozą, tajemną wiedzą dla wybranych z jednej strony, a prawdą dostępną wszystkim z drugiej. Gnosis contra Veritas – ta walka rozpoczęła się w czasach apostolskich i trwa do dziś. Nie jest to jedyny powód nienawiści gnostyków do chrześcijaństwa. Bóg stał się dostępny dla wszystkich narodów, a władza polityczna straciła monopol na religię. Chrześcijaństwo nakazało to sfery rozdzielać. Miary goryczy dopełniło zniszczenie przez Rzymian pewnego miejsca, bardzo ważnego dla gnostyków. Nienawiść do wyznawców Chrystusa i do Rzymian zlała się w jedno, zapiekłe pożądanie zemsty, przechodzące z ojca na syna, obejmując wszelkie przejawy życia społecznego, umożliwiające życie, niezależne od mitu – małżeństwo, rodzinę, wychowanie dojrzałości według cnót, naród, suwerenne państwo, filozofię realistyczną, moralność chrześcijańską, religie katolicką, Kościół, własność prywatną.
Gnostycy zawsze mieli zamiary szerokie, obejmujące cały znany im świat. Wraz z rozwojem cywilizacji ich myślenie stawało się globalne, prowadząc do logicznego wniosku – ich odwieczne cele, zarówno materialne, jak i duchowe można realizować w warunkach, gdy zapanuje jedna władza polityczna, informacyjna, religijna, prawna i ekonomiczna, co wymaga, aby wewnętrzne podziały ludzkości zostały zatarte, aby zniknęły wszelkie naturalne więzy, łączące grupy ludzi, aby rozsypali się jak ziarnka piasku, bo wtedy będą skazani na jeden tylko łącznik, umożliwiający współpracę ludzi i zaspokajanie potrzeb – na władzę, kontrolującą wszystkie aspekty życia. Powstała koncepcja jednego globalnego państwa, rządzącego całą ludzkością. Ówczesna mapa świata ograniczona była do trzech kontynentów – Europy, Afryki i Azji, podzielonych pomiędzy różne kraje, ludy i władców. Starożytność nie dawała możliwości trwałego zjednoczenia takiego terytorium, przewidywano jednak rozwój ludzkości i pojawienie się takich możliwości w przyszłości. Badano przebieg szlaków handlowych, uznano bowiem słusznie, że to będzie najlepsza platforma do jednoczenia różnych obszarów, ludzie bowiem wciąż potrzebują różnych rzeczy, których sami nie wytwarzają, i są gotowi płacić za nie swoją energią i bogactwami. Im więcej kontaktów, tym więcej wymiany i przepływów, ale też uzależnień wszystkich, którzy z nich korzystają. Z tych refleksji wyłoniło się spostrzeżenie – główna oś przepływów strategicznych przebiega wzdłuż połączonych kontynentów Eurazji. Kto będzie kontrolował główną magistralę przepływów, ten zdobędzie punkt wyjścia do panowania nad całą Eurazją i Afryką. Później odkryto nowe kontynenty, co powiększyło zakres globalnych przepływów i utwierdziło rolę głównej magistrali Eurazji. Ogląd na mapę pozwala stwierdzić, że jest to największa zwarta masa lądów na planecie, nazwano więc Eurazję Wyspą Światową. Wystarczy kontrolować główną magistralę Eurazji i jej przedłużenie na zachód – szlak atlantycki, łączący Europę przez Wyspy Brytyjskie z Ameryką, a cała reszta lądów prędzej czy później popadnie w zależność od Wyspy Światowej. Dążenia gnostyków, napędzane ich odwiecznym marzeniem w naturalny sposób skierowały się w tym właśnie celu – zapanować nad Wyspą Światową, poprzez kontrolę głównej magistrali Eurazji na linii wschód – zachód.
Obszar, przeznaczony do przejęcia nie był jednak tabula rasa, mieszkali tam ludzie, kierujący się systemem myślenia, tak bardzo znienawidzonym przez gnostyków. Wniosek był prosty – należy upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu – zdobyć kontrolę nad terytorium i ukarać chrześcijaństwo. Jakież wielkie marzenia musiały pojawić się w gnostyckich umysłach, jak świetlane wizje musieli snuć, możemy tylko się domyślać, podziwiając zakres i rozmach działań, a także wielość użytych środków i determinację, trwającą wieki. Mając wielkie zasoby różnorodnej wiedzy, rozbudowaną sieć kontaktów transgranicznych, umiejętności handlowe i finansowe, wiedzę o ludzkich namiętnościach, potrzebach i ich zaspokajaniu z łatwością mogli wykazać swoją przydatność, szczególnie wobec władców i elit społecznych. Do perfekcji również opanowali sztukę stwarzania fikcyjnej rzeczywistości za pomocą słów. Te wyjątkowe cechy pozwoliły im na wypracowanie metod, ujmowanych później w schematy działania, zmierzających do przejmowania wpływów kierowniczych w państwach. Na tamtym etapie ekspansji gnostykom zależało głównie na znalezieniu się w otoczeniu władców i możnych. To nie był jeszcze czas przejmowania władzy, na to trzeba było jeszcze długo poczekać. Ówczesne państwa były krzepko zarządzane przez swoich władców dynastycznych, względnie uzurpatorów, zdobywających władzę siłą. Na tamtym etapie rozwoju politycznego możliwe było uzyskanie wpływu na ośrodki decyzyjne państw, poprzez uzależnianie i omotanie władców oraz korupcję i degeneracje elit. Gnostycy wykorzystali swoją tajemną wiedzę o ludziach, przyglądając się elitom i nawiązując kontakty. Pieniędzy wszyscy potrzebowali zawsze, zawsze też ktoś okazywał się łasy na pochlebstwa, ktoś lubił horoskopy, ktoś inny opowieści hermetyczne, komuś można było podsunąć szczególnie urodziwą kobietę jako kochankę lub nawet żonę, zawsze też ktoś bał się ujawnienia kompromitujących dowodów. Stosując tak szeroki wachlarz środków dyskretnych wpływów, nie było trudno uzależnić od siebie osoby decyzyjne, aby ukrycie sterować ich decyzjami, a lud eksploatować w coraz większym zakresie.
Dopóki trwały wędrówki ludów, niewiele było państw, zdolnych do długotrwałego podtrzymania ukrytej władzy gnostyków. Warunki do ekspansji swojego anonimowego imperium znaleźli dopiero wtedy, gdy jako tako okrzepły państwa i ich władze. Przejęcie władzy przez gnostyków ma bowiem charakter korporacyjnego wrogiego przejęcia, a prowadzi długą drogą mozolnego budowania wpływów. Zanim na dobre ustaliły się państwa Europy Zachodniej, uwaga gnostyków skupiła się na obszarze kluczowym z punktu widzenia Wyspy Światowej, rozciągającym się na pograniczu Europy i Azji. W dorzeczu Dniepru, Donu i Wołgi, na terenach, przylegających do Morza Czarnego i Kaspijskiego powstało tam silne państwo, zwane Chazarią, będące federacją plemion, którym rządzili stabilni władcy, zwani kaganami, a przez ich ziemie przebiegały ważne szlaki handlowe, łączące Europę i Azję. Państwo to powstało w VII wieku, i początkowo jego mieszkańcy wyznawali niezbyt skomplikowaną wiarę, opartą na kulcie przodków, natury i szamanizmie. I nagle, w sposób, do dziś dla historyków niejasny kagan Chazarii Bulan, zwany też Sabrielem przyjął judaizm, wraz ze swoją elitą władzy. Niektórzy historycy twierdzą, że Bulana do konwersji namówiła małżonka – Serach, która była Żydówką. Działo się to między połową VIII a początkiem IX wieku. Za panowania bulanoweo syna Obadiaha nowa religia przeszła reformę w duchu judaizmu rabinicznego. Chazaria stała się więc państwem talmudycznym. Nie było jednak dane cieszyć się długo nowymi możliwościami. Najazd Rusi Kijowskiej w roku 965 złamał potęgę państwa chazarskiego, a ostatecznie przestało ono istnieć w XI wieku. Przypadek to dziwny i niewyjaśniony, ze względu na brak źródeł historycy wciąż spierają się o wiele istotnych kwestii, dotyczących chazarskiego państwa. Zważywszy jednak historię dużo późniejszych inicjatyw i inwestycji na tym obszarze, można zaryzykować pewną hipotezę, na udowodnienie której nie ma wszakże dowodów, można jedynie wysnuć wnioski per analogiam. Hipoteza ta brzmi następująco: kaganat Chazarii został przez gnostyków wyznaczony do odegrania istotnej roli w przejęciu kontroli nad szlakami handlowymi Eurazji, jako ich narzędzie. Swojej roli jednak nie spełnił, został bowiem porażony przez Słowian z Rusi, po czym już się nie podniósł z upadku i stracił możliwości oddziaływania. Gnostycy, po niepowodzeniu projektu budowy posłusznego sobie państwa w centrum Eurazji, postanowili zamiar ten zrealizować , ale w innym miejscu – znacznie mniej podatnym na najazdy.
Część druga
Ideał gnostyków to poszukiwanie jedności, która pozwoli im przełamać dwoistość. Jedność to złączenie wszystkich ze wszystkimi i wszystkiego ze wszystkim. Metafizycznie oznacza to jedną duszę świata, jakby wszech-chmurę, z której skapują kropelki duszy w ludzkie ciała, stąd każdy człowiek jest częścią jednej duszy i jednej ludzkości. W postaci bardziej radykalnej kropelki tej samej duszy mają również inne byty żywe – zwierzęta i rośliny, a skrajny pogląd gnostycki twierdzi, że cząstka tej samej duszy świata znajduje się w absolutnie każdym bycie, także w przedmiotach i substancjach martwych (wiara ta, zwana panpsychizmem w czasach powszechnej apostazji stała się przedmiotem uniwersyteckich dociekań na KUL-u, traktowana równie poważnie, jak podejście chrześcijańskie). Wszyscy ludzie są więc złączeni ze sobą niewidzialnymi nitkami duchowego bytu. Po śmierci kropelka duszy wraca do swojego źródła – Absolutu, Pleromy, skąd może skapywać ponownie, ożywiając jakiś inny byt. Ta jedna dusza świata, Absolut jest zarazem twórcą i tworzywem, jako stwórca życia i świata, wcielający się sam w siebie. Człowiek, który jest bytem przede wszystkim duchowym jest więc stworzony przez stwórcę, będąc jednocześnie jego cząstką. Tak więc wszyscy ludzie tworzą duchową jedność, która jest zarazem bogiem i światem. Skoro człowiek również jest bogiem, to wszystko, co mu w duszy gra, wszystkie jego myśli, uczucia, emocje, popędy i pożądania są boskimi wyrazami działania ducha świata. To jest podstawa i konsekwencja duchowej jedności całej ludzkości, przyczyna i skutek miłego hasełka o wielkim znaczeniu, że wszyscy jesteśmy jedno.
Pozostaje jednak dwoistość, czyli dialektyczne oddzielenie. Skoro coś nie jest złączone, jest odłączone, skoro nie jest jednym, jest drugim, skoro nie jest swoim, jest obcym, skoro jest obcym, jest wrogim. Wszelkie oddzielenie od Jedni-Pleromy-Absolutu jest złem, wszystko, co oddzielone trzeba więc na powrót włączyć, a jeśli się opiera – ukarać. Karą jest niebyt, gdyż żyć może jedynie to, co jest złączone z Absolutem, a jeśli się oddziela i nie chce się włączyć – powoli umiera, cierpiąc i siejąc cierpienie. Ci, co są złączeni, niszcząc i zabijając to, co nie chce być włączone nie dokonują żadnego złego czynu, lecz aktu łaskawego miłosierdzia, skracając męki bytu, oddzielonego od Jedności, który odmawia złączenia. Jeśli złączyć się nie chce, to znaczy, że nie tylko zły, ale też szalony, niebezpieczny dla siebie i innych. Trzeba mu pomóc złączyć się z Absolutem, czyli wrócić go do postaci duchowej. Tym bowiem, co najbardziej przeszkadza złączeniu z Absolutem już tu, na ziemi, jest przywiązanie do materii.
Duch i materia to podstawa wszystkich cierpień ludzkości, dramatyczne oddzielenie kropelek duszy świata od własnego Absolutu. Źródło wszystkich różnic, odrębności, nierówności, sporów, przemocy, wojen, cierpienia, zła, grzechu. Materią jest ciało, więc ten, kto swoje ciało oddziela od ciał innych, czyni zło. Kto nie łączy się w orgii, kto nie wchodzi w kolejne kontakty z różnorodnymi ciałami, kto odmawia złączenia z Absolutem za pomocą igły na strzykawce, czyni zło. Kto ciało innej osoby oddziela od reszty ludzkości, zmuszając do małżeńskiej wierności, czyni zło. Kto w tym celu używa uczucia miłości, innej, niż miłość całej, złączonej ludzkości, czyni zło kwalifikowane, używając ducha przeciw duchowi. Kto magicznie zrodzoną nową osobę ludzką, w którą skapnęła kropelka Absolutu oddziela od innych, czyni zło. Kto tworzy własną rodzinę, oddziela osobę żony i dzieci od szczęśliwej Jedni, ten czyni zło, nikt bowiem nie może należeć do nikogo, jeśli wszyscy należą do wszystkich. Kto dziecko traktuje jako własne, czyni zło, bo wszystkie dzieci są nasze, należą do Absolutu. Kto wychowuje dzieci po swojemu, ten zniewala wolność ducha złączenia z Jednią, i samego boga trzyma w więzieniu własnego przymusu. Kto w ogóle zapładnia i rodzi, ten czyni zło, bo ciało to materia, prokreacja to stwarzanie materii, która oddziela duszę od Jedni. Dobre jest łączenie się w orgii, ale bezpłodnej.
Materia to rzeczy, a wszystko jest jednym, świat jest jednością, kto więc oddziela część świata od reszty, czyni zło. Kto zawłaszcza zwierzęta i rośliny dla siebie, czyni zło, tym większe, że mają te byty więcej duszy, niż przedmioty. Kto zabiera rzeczy i mówi, że są jego, czyni zło, nic nie może należeć do nikogo, gdyż wszystko należy do wszystkich. Nie może być własności ziemi, złóż, plonów, ani też niczego, co z nich powstaje. Nie może być własności prywatnej, to jest kradzież, każdy bowiem może korzystać ze wszystkiego.
Złem są także byty psychiczne, sprawiające, że ludzie chcą, aby było rozróżnienie. Naród jest sztucznym oddzieleniem grupy ludzi od reszty ludzkości, państwo narodowe jest więc przymusową konstrukcją sztucznego tworu, narzuconą przez uzurpatorów, chcących władzy dla oddzielenia, czyli zła. Moralność cnót jest złem, bo traktuje materię jak niezbędną dla duszy, aby mogła żyć w doczesności, zamiast traktować ją jako wroga duszy, przyczynę oddzielenia. Religia chrześcijańska jest zła, bo zakłada, że Bóg- Stworzyciel odrębny jest od świata. Tak samo dusze, w chrześcijaństwie stwarzane przez Boga w chwili poczęcia w łonie kobiety, osobne od innych dusz, niezłączone w Jednię. W chrześcijaństwie każda dusza musi działać według nakazów ograniczającej moralności, która każe roztropnie używać materii, nakazuje czystość seksualną wobec obcych, miłość, wierność i seks tylko w małżeństwie na całe życie, zmusza ludzi do prokreacji, rozróżnia swój – obcy, a dusza musi zasłużyć życiem na materialnym świecie, aby powrócić do Boga. W gnozie każda dusza jest bogiem i cały czas pozostaje złączona, musi tylko wyzwolić się z więzienia materii. W chrześcijaństwie zaś dusza zarządza materią, aby zasłużyć na złączenie z Bogiem. Dla gnozy to straszna obraza, chrześcijaństwo więc jest jednoznacznym złem, moralność chrześcijańska to więzienie wolnego ducha, logiczne myślenie i filozofia realistyczna oddziela myśl od wolności fantazjowania, a Kościół Katolicki, który stoi na straży tego wszystkiego jest wrogiem jednoznacznym i trzeba go zniszczyć, wcześniej infekując gnostycką wiarą i praktyką.
Złem jest więc materia oraz każde rozróżnienie i oddzielenie. To, co materialne i oddzielone od Jedni, jest fałszywe, nierzeczywiste, złe. Dobry i prawdziwy jest duch, czyli dusza świata, Jednia, Absolut, który emanuje z siebie idee, a dopiero niedoskonałym odbiciem idei są rzeczy materialne. Dobrem są więc idee, które zakładają jedność wszystkiego i duchowość wszystkiego, czyli oderwanie od materii.. Złem są wszystkie idee, które zakładają coś innego. Dobrem są zachowania, które zmierzają do jedności wszystkiego i oderwania od materii. Złem są zachowania zmierzające do rozróżnienia i oddzielenia bytów od siebie oraz zachowania materii.
Gnostycy wierzą, że materialny świat jest za karę, że kiedyś była Jednia-Pleroma, wszystko było złączone w Jednym, i panowała pełnia szczęścia. Potem jednak stała się jakaś kosmiczna katastrofa, Jednia się podzieliła, z oddzielonych kropelek Jedni powstały różne idee, które wytworzyły rozmaitość bytów materialnych. Rozmaitość idei i rozmaitość bytów realnych powstały więc jako skutek katastrofy i są złem i fałszem. Kropelki Jedni dążą jednak do zjednoczenia, podobnie, jak kropelki rtęci, i to zjednoczenie będzie dopiero dobrem i prawdą. Na przeszkodzie stoi jednak materia, która jest więzieniem dla idei, które przez to uwięzienie nie mogą osiągnąć Pleromy (pełni) Jedni. Dopóki więc będzie istniała materia, rozróżnienie i oddzielenie, będzie na świecie zło i cierpienie.
Powstaje jednak problem świata materialnego, gdzie duch i materia mieszają się ze sobą. Ludzie żyją w takim świecie, sami maja materialne ciała, w których uwięzione są dusze – kropelki Jedni, używają też materii dla ożywienia swoich ciał. Pokarm i napój, ziemia, środki produkcji i transportu, złoża, przedmioty codziennego użytku, kruszce, pieniądz materialny, zwierzęta i rośliny – to wszystko jest materią, czyli złem i fałszem. Jest zarazem potrzebne, aby ludzie mogli żyć, oraz szkodliwe, bo uniemożliwia osiągnięcie szczęścia – powszechnego zjednoczenia – pełni Jedni – Pleromy. Gnostycy wychodzą z założenia, że każdy człowiek dąży do szczęścia, ale tego szczęścia nie może osiągnąć. Ludzie są przywiązani do materii oraz uparcie dążą do oddzielenia, forsując indywidualizm swoich osób. Zabiegają o swoje własne dobro, gromadzą własność prywatną, łączą się w małżeństwa, zakładają rodziny, wychowują rodziny, tworzą narody, wytyczają granice, powołują władzę na swoim własnym terytorium, rządzą się sami. To wszystko sprawia, że oddzielają się od Jedni, nie osiągają Pleromy, i sami sobie blokują dostęp do szczęścia. Krzywdzą więc siebie, ale nie tylko, bo również swoich współmałżonków, dzieci oraz wszystkich innych ludzi na świecie. Każdy, kto w jakikolwiek sposób oddziela siebie i innych ludzi od Pleromy, czyli pełni Jedni krzywdzi cały świat. Cały świat jest jednym bytem, wszyscy ludzie są jednym bytem, wszystkie zwierzęta, rośliny i materia są jednym bytem, i dopóki cokolwiek pozostaje oddzielone, nie może być Jedni, więc nie może być szczęścia. Każdy więc, kto bierze sobie współmałżonka, kto wychowuje dzieci w rodzinie, kto posiada własność prywatną, kto czuje się narodem, kto strzeże granic swojego kraju, kto powołuje władzę swojego narodu i rządzi się prawami swojego państwa, ten jest krzywdzicielem całego świata.
Tak z grubsza wierzą gnostycy, w wielkim skrócie i uproszczeniu, wielka bowiem jest rozmaitość ich wierzeń, w czym sami oni zaprzeczają Jedni. Ten zlepek wymyślonych poglądów ma jednak ogromne znaczenie praktyczne. Jest to tak zdumiewający system wierzeń, że zwykły człowiek ani nie podejrzewa, ani nie rozumie czegoś takiego. Jest to zasadniczo różne i sprzeczne wobec chrześcijaństwa. U nas Bóg w Trójcy Jedyny, który jest prawdziwą Pleromą stworzył świat z niczego mocą własnej woli. Stworzył byty duchowe i materię. Człowieka uczynił na Swój obraz i podobieństwo, z tą jednak różnicą, że Bóg jest bytem prostym – duchowym, a człowiek bytem złożonym – materialnym, składa się bowiem z duszy i ciała. Materia nie jest zła sama w sobie, gdyż wszystko, co Bóg stworzył jest dobre. Bóg ustanowił również pewne nakazy i zakazy, czyli określił, co jest działaniem dobrym i działaniem złym. Tym samym dał człowiekowi możność wyboru między dobrem a złem, zapowiadając konsekwencję. Za zachowania złe będzie odpowiedzialność w postaci śmierci duchowej, którą jest oddzielenie od Boga. Za zachowania dobre będzie nagroda w postaci Nieba, czyli obcowania z Bogiem. Momentem pierwszego rozliczenia jest śmierć, potem na koniec czasów nastąpi ostateczne rozliczenie na Sądzie Ostatecznym.
Chrześcijańska dusza jest więc stwarzana przez Boga w momencie poczęcia, czyli zapłodnienia, które następuje, gdy mężczyzna zapładnia kobietę w akcie seksualnym. Gdy następuje połączenie komórek i powstanie nowego DNA, powstaje ciało nowego człowieka, i w tym momencie w ciele tym pojawia się dusza, stworzona przez Boga. Każdy człowiek ma więc duszę osobną, różną od innych dusz, różną od Boga, różną od świata. Ludzie powinni się rozmnażać, aby zaludniać ziemię i czynić sobie poddaną. Materia została przez Boga stworzona, aby ludzie jej używali i wykonywali Boży plan zaludnienia i zagospodarowania ziemi. Złe jest tylko to, co Bóg określił jako złe. Wszystko, co w świecie materialnym robią ludzie jest dobre, jeśli wykonują Boży plan i używają materii w sposób niesprzeczny z jej przeznaczeniem. W tym celu, aby rozróżniać dobro i zło, każdy człowiek ma rozum. W tym celu, aby decydować, czy zrobi dobro czy zło, człowiek ma wolną wolę. W tym celu, aby zamiary wcielić w czyn w świecie energomaterialnym, ma ciało i jego funkcje – zmysły. Wolność polega na wyborze i realizacji dobra, a wybór i realizacja zła nie jest wolnością, tylko nadużyciem wolności, czyli grzechem. Człowiek ma jednak wolny wybór, co oznacza możliwość wyboru zarówno zła, jak i dobra. Ten wolny wybór jest potocznie i błędnie przez ludzi (za namową gnostyków) nazywany wolnością. Wybór zła nie jest wolnością, tylko jej nadużyciem, ale jest możliwy dzięki wolnemu wyborowi, czyli możności wyboru zła. Bóg nie ustanowił tu fizycznej bariery, zakaz czynienia zła nie jest fizyczny, lecz duchowy. Ciało może czynić zło, ale duch za to zapłaci po śmierci ciała.
Wierzeń gnostyckich i wiary chrześcijańskiej nie da się pogodzić, nawet, jeśli pozornie wydaje się, że operują tymi samymi pojęciami. Gnoza i chrześcijaństwo znajdują się w stałej opozycji i nie da się ich pogodzić, mają bowiem inną podstawę teologiczną, filozoficzną, a nawet antropologiczną. Między nimi jest stały konflikt między prawdą i fałszem, przy czym stroną atakującą jest zawsze fałsz. Nie mam na to bezpośrednich dowodów, ale sądzę, że ojcem gnozy jest ojciec zarazem kłamstwa – Lucyfer. Wskazuje na to pogląd, dotyczący bytu, który stworzył świat. W skrajnych poglądach gnostyckich Jehowa jest złym bogiem, ponieważ stworzył świat materialny, natomiast dobrym bogiem jest Lucyfer, i do niego należy dążyć. W tej walce obydwie strony używają potężnych broni. Gnoza dysponuje zwodzeniem umysłu: iluzją, pochlebstwem, samouwielbieniem, poczuciem samozbawienia, etyką żądz i pychy, przedstawianych jako cnoty. Chrześcijaństwo zaś zawiera łaskę, odkupienie, pokutę, pojednanie, zbawienie, potępienie, etykę cnót, filozofię realistyczną, logikę dwuwartościową. To aż nadto, aby zorientować się w absurdach gnostyckich fałszów. Oto główny powód, dla którego chrześcijaństwo jest tak bardzo atakowane – zdolność do zrozumienia prawdy i jej zastosowania, a to największe zagrożenie dla totalitarnej władzy.
Gnostyckie poglądy mają swoje skutki polityczne, a polityka ma bezpośredni wpływ na życie zwykłych ludzi. Należy więc interesować się nie tylko polityką, ale również filozofią i religią. Nie jest bowiem prawdą, że ludzie mogą nie być religijni – coś wyznają zawsze. Praktyczną konsekwencją polityczną gnozy są wszelkie poglądy libertariańskie, lewicowe, socjalistyczne, komunistyczne, globalistyczne. Dla tych poglądów dobra jest wspólna własność, zielony ład, Unia Europejska, państwo światowe, komunizm, rozpusta, antykoncepcja, aborcja, eutanazja, wejście władzy do rodzin, odbieranie dzieci rodzicom. Zła natomiast jest tożsamość narodowa, państwo polskie, miłość małżeńska, rodzina, ciąża, własny dom i majętność. Dla gnostyków dobre jest takie państwo i taka polityka, które realizują ich pojęcie dobra, to znaczy prowadzą do złączenia wszystkiego. Najważniejszym połączeniem politycznym, które umożliwia kolejne, jest złączenie w jedno władzy politycznej i religijnej. To jest podstawa totalitaryzmu, stąd bierze się ubóstwienie władzy politycznej, kult partii i wodza. Władza decyduje, w co wszyscy muszą wierzyć i co muszą robić, i nie wolno inaczej. A jeśli ktoś robi i wierzy inaczej, interweniuje władza i wysyła służby przemocowe. Gnostycy ciągle dążą do państwa, które ogarnie cały świat, i które będzie ogarnięte przez jedną władzę, zarządzającą wszystkim – zasobami, procesami, ludźmi, życiem, intymnością, płodnością, seksualnością. Jego istota polega na złączeniu władzy politycznej i religijnej. Zawsze więc szukają takich państw i takich ludów, które mają skłonność do takich złączeń, i jednocześnie skłonność do mitu zamiast prawdy obiektywnej.
Upadek imperium Chazarów na głównej magistrali handlowej Eurazji pokrzyżował gnostyckie plany budowy głównego przyczółka państwa światowego w środku światowej wyspy. Plany musiały ulec zmianie. Ludność chazarska zaczęła się stopniowo przesuwać na zasadzie przenikania do ościennych państw, głównie na zachód. Po pewnym czasie ludzie ci znaleźli się w granicach Rusi, stamtąd przeniknęli do Litwy i Polski, stamtąd dalej do krajów Europy Zachodniej, a w końcu do Nowego Świata. Dla gnostyków człowiek jako jednostka nie znaczy nic, jednostkę można poświęcić za kolektyw, ale jako ogół ludzie są zasobem najcenniejszym, cenniejszym niż złoto, można ich bowiem wykorzystać w sposób dowolny. Ludność wywodząca się z dawnego imperium Chazarów wielokrotnie była wykorzystywana w procesach, prowadzonych przez gnostyków, i jest używana do dziś, po wielokrotnej zmianie zewnętrznej tożsamości. Ludność jest treścią, potrzebna była jeszcze forma – państwo, podatne na prowadzenie przez ukryte siły z zewnątrz, gotowe na zjednoczenie władzy politycznej i religijnej. Wzorce ustrojowe istniały już w starożytności na Wschodzie, trzeba było tylko przesunąć je do Europy i zaszczepić na obszarze kultury grecko- rzymskiej, opanowanej przez chrześcijaństwo. Bizancjum częściowo te wzorce przejęło, z dwóch jednak powodów nie nadawało się jako długofalowa inwestycja. Było zbyt katolickie, co oznacza, że władza, mimo że mogła wiele, nie mogła wszystkiego, ograniczona przez Logos – słowo Boga, odrębnego od świata. Poza tym w Europie pojawiły się miejscowe ośrodki władzy, więc Bizancjum nie miało już czego szukać na Zachodzie. Potrzebne było coś wewnątrz europejskiego interioru, w samym środku zachodniego chrześcijaństwa.
Część trzecia
Mówi się za Feliksem Konecznym, że bizantynizm zakorzenił się w niemieckich umysłach poprzez kontakty z Bizancjum, za pośrednictwem małżeństwa cesarza Ottona II z bizantyńską księżniczką Teophano, córką Konstantinosa Sklerosa. Nic dziwnego, że wraz z księżniczką przybyły do Cesarstwa wzorce kulturowe i ustrojowe. To jednak za mało, aby ukształtować charakter całego wielkiego państwa, jego władzy, elit i pojęć, motywujących uczucia ludu i decyzje możnych. Musi tkwić coś głębiej, coś bardziej pierwotnego, uwodzącego umysły, przekazywanego w genach, w dziecięcych kołysankach, w bajkach i legendach, w pieśniach ludu, w historiach, opowiadanych przy ogniu, a nawet w krajobrazie. Drugie Cesarstwo, nazwane z czasem (nieoficjalnie) Sacrum Imperium Romanum – Święte Cesarstwo Rzymskie, było rzymskim tylko z nazwy. Faktyczną tożsamość tego tworu ujawnia inna jego nazwa – I Rzesza Niemiecka, Erstes Reich, którego trzonem było Królestwo Niemieckie – Reich der Deutschen. Było to więc państwo wielonarodowe, założone i zarządzane przez Teutonów, zwanych przez Rzymian Germanami, którymi przewodzili wówczas Sasi, bliscy sąsiedzi Jutów i Anglów. Tytulatura Cesarstwa przywodziła wciąż żywą pamięć Cesarstwa Karola Wielkiego, które z kolei uznawało się za kontynuację Rzymu Cezarów, zarówno w swej warstwie politycznej, jak i kulturowej. Rzesza Niemiecka, zwana Cesarstwem z cesarskim Rzymem nie miała niczego wspólnego, poza tym, że przodkowie jej założycieli byli zwykle Rzymowi wrodzy. Cesarstwo Karolingów mogło rościć sobie pretensje do cesarskiej sukcesji, leżąc na terenach dawnego Imperium Romanum, a Frankowie Saliccy pod wodzą Meroweusza walczyli u boku Rzymian na Polach Katalaunijskich. 20 czerwca 451 r. w miejscu, zwanym Campi Catalaunici starły się dwie wielkie armie – rzymska pod dowództwem Flawiusza Aecjusza, zwanego ostatnim Rzymianinem, oraz huńska, pod wodzą Attyli, zwanego Biczem Bożym. Obydwie armie wsparte były przez sojusznicze plemiona, jednym z sojuszników rzymskich byli Frankowie Saliccy. Armia Hunów poniosła wtedy wielką klęskę, co złamało jej dotychczasową potęgę. Dwa lata później Bicz Boży zmarł podczas własnej nocy poślubnej, w łożu z germańską księżniczką Ildico. Historyk Jordanes podaje, że przyczyną bezpośrednią był krwotok z nosa, który zalał płuca, a pośrednią – pijaństwo i nadmierny wysiłek seksualny. Po śmierci Attyli jego imperium rozpadło się, a Hunowe zeszli z dziejowej sceny. Bitwa na Polach Katalaunijskich była ostatnim przebłyskiem świetności Rzymu, a Frankowie wzięli w nim udział. Meroweusz założył dynastię Merowingów, która stanęła na czele państwa. Dynastia ta została zastąpiona przez Karolingów w wyniku zamachu stanu, uznanego jednak przez papieża Leona III. W Boże Narodzenie, 25 grudnia 800 roku w Bazylice św. Piotra w Rzymie papież Leon III nałożył Karolowi Wielkiemu na głowę cesarski diadem, a potem ukląkł przed władcą składając hołd. Znak był wiadomy – władza pochodzi od Boga, Cesarz jest pomazańcem Bożym, ale nie jest najwyższym kapłanem. Tym jest Papież, i bez jego aktu koronacji nikt nie może zostać Cesarzem. Obydwie władze zostały rozdzielone, a ich wzajemne relacje zdefiniowane jako współzależność.
Germańsko-saska Rzesza Niemiecka obejmowała część ziem dawnego Cesarstwa Karolingów. Sasi wykorzystali zarówno tytulaturę cesarską, jak i religię chrześcijańską do ugruntowania swej władzy. Na ile szczere były to intencje, Bóg to wie, z pewnością jednak było tam również instrumentalne wykorzystanie chrześcijańskich symboli i znaczeń, połączone ze skrytą wrogością wobec nich. Sasi, tak samo, jak znaczna część ziem Rzeszy Niemieckiej nie byli nigdy częścią Imperium Romanum. Żyjąc na ziemiach pradawnej Germanii, genetycznie odziedziczyli wrogość Teutonów do Rzymu. W Cesarstwie Karola Wielkiego Sasi długo opierali się chrystianizacji, aż w końcu zostali w czasie wojen saskich w latach 799-800 brutalnie i krwawo zmuszeni do chrztu przez Karola. Mieli więc powody aby nienawidzić zarówno Rzymu, jak i chrześcijaństwa, tak samo, jak gnostycy. Połączyło ich coś jeszcze – zamiłowanie do mitu. Widać to w germańskich legendach, sagach, pieśniach, nordyckiej mitologii, choćby w Pieśni o Nibelungach, wspaniale sportretowanej przez Wagnera.
Istnieje źródło mocy i władzy – Złoto Renu, pozostające pod opieką Cór Renu. Wotan, wódz bogów zlecił dwóm braciom – olbrzymom Fafnerowi i Fasoltowi budowę nowej siedziby bogów – Walhalli. Jako honorarium zgodził się oddać im Freję, boginię miłości, radości i płodności. Olbrzymi zjawiają się po zapłatę, biorą Freję, pomimo protestów bogów i zgadzają się oddać ją za Złoto. Zostało ono jednak wcześniej wykradzione przez karła Mime, a później odebrane mu przez karła Alberyka, który, by skorzystać z jego mocy, wyrzekł się miłości. Jego karły wykuły hełm, pozwalający przybierać dowolną postać, oraz pierścień, dający władzę. Złoto zostało podstępem odebrane Alberykowi przez Wotana i Lokiego, nałogowego kłamcę i cynika, potrafiącego wykorzystać pychę Alberyka przeciwko niemu. Utraciwszy Złoto, Alberyk przeklął każdego posiadacza pierścienia, który odtąd musiał umrzeć. Bogowie oddali złoto olbrzymom, Freja została uwolniona, dwaj bracia pokłócili się o pierścień, Fafner zabił Fasolta, klątwa pokazała swoją moc. Bogowie triumfalnie wkroczyli do Walhalli po tęczowym moście Bifroście. Ta historia uruchomiła sekwencję zdarzeń, która prowadzi do Ragnarok – końca świata, w którym Walhalla wraz z bogami gorzeje w wielkim pożarze świata, który musi najpierw spłonąć, aby odrodzić się, świeży i zielony, bez wojen i cierpień. Współcześni Niemcy wciąż wierni są swoim mitom, do których powrócili po odrzuceniu chrześcijaństwa i powrocie do gnozy, co dokonało się dzięki Rewolucji Lutra. Od tamtej pory nienawidzą Rzymu jako tego, który próbował ich podbić, i tego, których ich ochrzcił. Mentalnie Niemcy od czasów Lutra są jednocześnie na tęczowym moście, wkraczając do Walhalli, oraz w mrocznym Lesie Teutoburskim, gdzie we wrześniu 9 roku plemienne hordy Arminiusza-Hermana wymordowały trzy rzymskie legiony, dowodzone przez Publiusza Kwinktyliusza Warusa. Tęczowa Walhalla, połączona z mordowaniem Rzymian – oto główny napęd okrętu o nazwie Niemcy.
Germanie, którzy pod wodzą Ottona I z saskiego rodu Ludolfingów w 962 r. uznali się za Cesarstwo, zarazem rzymskie, chrześcijańskie i niemieckie, połączyli w jedno żywioły, które mogły pozostać w pokoju tylko pod warunkiem zachowania wierności chrześcijaństwu. Było to możliwe, chrześcijaństwo udziela swojej siły każdemu, kto chce je przyjąć i w nim wytrwać. Neorzymscy Teutoni woleli jednak mit od wiary, władzę od dobra i gnozę od prawdy. Długo trwały wewnętrzne zmagania, w których Cesarz próbował, wzorem Bizancjum zostać zwierzchnikiem Papieża, kimś w rodzaju zastępczego Boga na ziemi, Papiestwo zaś stało na gruncie nadrzędności władzy duchowej nad świecką. Kulminacją rywalizacji był spór o inwestyturę i słynne upokorzenie cesarza Henryka IV, który w styczniu 1077 r. w Kanossie musiał ukorzyć się przed papieżem Grzegorzem VII. Co prawda później Cesarz wrócił do znaczenia, wygrywał bitwy, obalił nawet Papieża, a kolejni cesarze dalej potrafili odnosić świetne zwycięstwa i wznosić się na wyżyny potęgi, również wobec papiestwa. Jednak Kanossa zmieniła wszystko, cały świat ujrzał upokorzonego Cesarza, który dla odzyskania swej władzy zmuszony jest prosić Papieża o łaskę. Cesarz odtąd nie mógł już być bogiem. Papiestwo zadało potężny cios gnostyckiemu państwu, rosnącemu w sercu Europy. Ale nie tylko ono. Ekspansja Imperium miała kilka wymiarów i kierunków. Najważniejszym był kierunek ideowy – przejście od katolicyzmu do gnozy, podporządkowanie i wchłonięcie papiestwa i Kościoła przez Imperium, po to, aby Imperium stało się kościołem, łączącym władzę świecką i religijną, a potem każdą inną. Były jeszcze dwa kierunku terytorialne – na zachód i na wschód. Ekspansja terytorialna na zachód została powstrzymana przez Franków, zwanych już wówczas Francuzami. Ich przywiązanie do narodowej monarchii i do wiary katolickiej zaowocowało stanowczą odmową uznania prerogatyw cesarskich względem królów Francji. Królowie mieli swoich legistów, badających prawo rzymskie i kanoniczne. Baldus de Ubaldis i Bartolous de Saxoferrato, ludzie dziś nieznani dali początek ideologii monarchii francuskiej, niezbędnej wówczas, tak samo przydatnej dzisiaj: rex est imperator in regno suo (król jest cesarzem w swoim królestwie), non ratione imperii, sed imperio rationis (nie z racji cesarza, lecz z nakazu rozumu). Drugi kierunek ekspansji terytorialnej prowadził na wschód – drang nach osten. To tam kolejne pokolenia kulturtregerów próbują zanieść wyższą cywilizację i wciąż okazują się cywilizacyjnie niżsi. Niemieckie parcie napotkało na krzepką przeszkodę – państwo polskie, rządzone przez Mieszka i Bolesława, rdzennych władców rodzimej dynastii. To państwo, jedno z najstarszych państw świata, które zatrzymało pochód gnozy ku ziemiom Chazarii, a stamtąd do panowania nad światową wyspą i nad światem. Niemcy nigdy nie zrozumieli, z czym się u nas spotykają, tak historycznie, jak i dzisiaj. Nie zdają sobie sprawy, że wyższa cywilizacja łacińska jest właśnie u nas, i zawsze była naszym naturalnym normotypem, a oni nieustannie szturmują nas gnozą, która zawsze musi użyć kłamstwa i przemocy. My też mieliśmy swoich legistów: Stanisława ze Skarbimierza i Pawła Włodkowica, a poza tym zastępy zbrojnych pod Cedynią, Głogowem, Wrocławiem, Płowcami, Grunwaldem, Koronowem, Świecinem, Byczyną, i na wielu innych polach bitew z niemieckim żywiołem, prącym na wschód.
Rzesza Niemiecka, zwana Świętym Cesarstwem Rzymskim okazała się niezdolna do wykonania zadania. Na zachodzie powstrzymana przez Francuzów, na wschodzie przez Polaków, ideowo przez katolicyzm i papiestwo. Spór papiestwa z cesarstwem nie był sporem o władzę, lecz o kształt władzy. Cesarstwo chciało jedności, prowadzącej w konsekwencji do totalitaryzmu, papiestwo chciało zachowania pluralizmu, umożliwiającego wolność polityczną, a z nią – każdą inną. Z narzędzia, użytecznego do realizacji gnostyckich planów w Europie, Cesarstwo zmieniło się w przeszkodę, jako czynnik wzmacniający jedność polityczną, religijną i ideową Europy. Katolickie cesarstwo zostało przeznaczone do zniszczenia, tak samo, jak Kościół Katolicki i wszystkie inne państwa i narody, które ośmieliły się pozostać katolickie. Z jednością Kościoła i Europy postanowiono poradzić sobą za pomocą wypróbowanych metod fermentu religijnego. Tak zwana Reformacja, czyli bunt Lutra, oparta na starych gnostyckich wzorach, wzbogaconych o nową szatę pojęć powiódł się dlatego, że trafił na odpowiedni moment polityczny. Książęta Rzeszy chcieli zostać w swoich państwach i państewkach udzielnymi władcami równymi cesarzowi, a usłużny kapitał, już wówczas należący do gnostyków i penetrujący Europę tylko czekał, aby finansować rosnące potrzeby udzielnych władców. Potrzeby dworu władcy i jego możnych są znaczne, trzeba się przecież odpowiednio prezentować, każde państwo musi posiadać swoje atrybuty, a to kosztuje. Najlepszą inwestycją była i nadal jest wojna, można bowiem finansować obydwie strony konfliktu, albo ktoś wygra, albo wszyscy przegrają, i zawsze górą są bankierzy.
Reformacja przyniosła Europie kilka fal wojen politycznych, nazywanych dla niepoznaki religijnymi, rozbicie ideowe Europy na śmiertelnie skonfliktowane obozy, przebudowę zachodniej i środkowej części kontynentu. Największa transformacja o najdonioślejszych skutkach, trwających do dziś polega na zmianie treści pojęć. Świat protestancki inaczej niż katolicki postrzega tak fundamentalne kwestie, jak dobro i zło, prawda i fałsz, prawa i obowiązki, wolność i zniewolenie, zbawienie i potępienie. Gnostycy dokonali głębokiego podziału, działając pozornie sprzecznie ze swoimi ideami, dążącymi do jedności wszystkiego. Było to jednak podzielenie i skłócenie świata katolickiego, co jest jak najbardziej w interesie gnozy jako niezbędny warunek państwa światowego. Ordo ab chao, solve et coagula – tak brzmią zasady masońskie i alchemiczne.
Walka ideowa na polu religii i filozofii to najważniejszy front gnostyków, determinuje bowiem to, co ludzie myślą i co robią, a ludzie są najważniejszym zasobem planety. Pamiętajmy jednak, że treść potrzebuje formy, gnostycy potrzebują państw. Są to dla nich konieczne byty polityczne, zdatne do tego, aby przejąć nad nimi kontrolę z zewnątrz i realizować dalekosiężne cele. Można wówczas posługiwać się państwem, jego władzą, zasobami i mieszkańcami jakby zdalnie sterowanym pojazdem, mającym nawet załogę, która myśli, że wszystkim kieruje sama, a w rzeczywistości jest kierowana przez ukrytych nawigatorów. Pamiętano o przywiązaniu Teutonów do mitu, co jest warunkiem niezbędnym, aby wierzyć i słuchać gnozy. Posłużono się Rzeszą Niemiecką, w czasie, gdy wtajemniczeni mieli już świadomość, że nie spełni ona pierwotnego zadania, wciąż jednak nadawała się do realizacji celów pośrednich. Takim celem było wyemanowanie z Rzeszy nowej siły, która może stworzyć państwo i zarządzać nim. Użyto rycerskiego Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, zwanego u nas Krzyżakami, od czarnych emblematów w kształcie krzyża. Zakon nie miał wezwania Najświętszej Marii Panny, tylko szpitala pod tym wezwaniem. Oficjalnym celem Zakonu było krzewienie chrześcijaństwa i walka z pogaństwem. To jedna z wielu mistyfikacji, w jakie obfituje historia, i to mistyfikacja tak gruba i bezczelna, że prawie nikt jej nie widzi. Zakon tworzyli w większości ministeriałowie z Rzeszy, podlegli większym feudałom, czyli średniozamożni rycerze, których status był niższy niż wolnych rycerzy Rzeszy, którzy podlegali samemu cesarzowi. W Polsce takie rozwiązania były prawie nieznane, u nas wszyscy byli formalnie równi, natomiast w Rzeszy ministeriał, który wywodził się z niewolników i jeńców wojennych, drogę do wyższych godności widział zwykle zamkniętą. Wykorzystano więc grupę ambitnych ludzi, ograniczanych przez porządek prawny, tworzących znaczną siłę społeczną. Krzyżaccy zakonnicy, będąc w Ziemi Świętej zetknęli się z ezoteryczną wiedzą, której wzbraniano wstępu do Europy. Swoje fascynacje przynieśli na kontynent, przedstawiając się jednocześnie jako bardzo prawowierni katolicy, mając stałe wsparcie cesarza, elit Rzeszy i Europy Zachodniej. Polaków bardzo dużo trudu kosztowało przekonanie Europy o niecnych celach Krzyżaków, lecz daliśmy radę i wygraliśmy europejską wojnę propagandową z Zakonem. Celem tej organizacji od początku jej bytności w Europie nie było to, co podawano do publicznej wiadomości, lecz coś innego. Krzyżacy po ich wyparciu z Ziemi Świętej dążyli konsekwentnie do budowy własnego państwa, zarządzanego według całkowicie nowych metod. Udało im się na ziemiach Polaków i Prusów, dzięki oszustwu i fałszerstwu. Cesarz Fryderyk II Hohenstauf, heretyk i świętokradca wydał w 1235 r. Złotą Bullę z Rimini, w której m.in. nadawał Krzyżakom na własność ziemie, należące do kogoś innego, również do Polski, uznawał się za lennego seniora Zakonu i całej Polski, a także za nadrzędnego władcę całej Europy. Stauf zachował się podobnie do Unii Europejskiej, podobnie uzurpatorsko i bezczelnie. Fryderyk był jeszcze lepszy, bo nie tylko, że fałszował nadanie Konrada Mazowieckiego, to jeszcze podrabiał sam siebie, cofając datę wydania dokumentu do 26 marca 1226 r. i rejestrując taką fałszywkę w kancelarii cesarskiej.
Państwo Zakonu Krzyżackiego było ewenementem, całkowicie sztucznie stworzonym bytem państwowym, zarządzanym technokratycznie. Początkowo Zakon stworzył bardzo atrakcyjne warunki dla osadników, ściągając ich z Rzeszy i zachodniej Francji. Potem jednak zaczęło się to, co zwykle – przykręcanie śruby, co też jako żywo przypomina UE. Państwo Zakonu było więc trzecią inwestycją państwową gnostyków, po Imperium Chazarów i Rzeszy Niemieckiej. Poza zdobywaniem doświadczeń twór ten miał trzy jeszcze cele. Celem pierwszym była kontynuacja parcia na wschód, czego Rzesza, mając na wschodzie państwo polskie nie mogła już prowadzić. Celem drugim była likwidacja tegoż niewygodnego polskiego państwa. Celem trzecim – uchwycenie przyczółka w okolicy głównej magistrali handlowej Eurazji, czyli światowej wyspy. Krzyże na płaszczach i tarczach były tylko przykrywką, tak samo, jak dziś przykrywką są wartości unijne, udające europejskie, oraz synodalny modernizm, udający Kościół Katolicki.
Państwo polskie stanęło w obliczu wielkiego zagrożenia swojego istnienia. Polska nie uległa Zakonowi, pokonała go w kilku wojnach, w czym dopomogła sama ludność państwa zakonnego, woląc władzę normalnych ludzi niż technokratów. Polacy nie wykorzystali jednak okazji do całkowitej likwidacji tego sztucznego tworu, a było ich kilka. To największa polska wina wobec świata – że w porę nie zdusiliśmy pruskiej hydry. Nie byłoby rozbiorów, wojen światowych, rewolucji w Rosji, komunizmu, Unii Europejskiej. Państwo krzyżackie bardzo długo służyło gnostykom za wygodne narzędzie do przebudowy Europy, i w pewnym sensie służy do dziś, duch pruski bowiem dokonał zjednoczenia Niemiec w 1871 roku, powołał II Rzeszę, potem III Rzeszę, a potem Unię Europejską. Po drodze państwo krzyżackie przeszło rebranding, bez wyrzutów sumienia zamieniając się w pierwsze luterańskie państwo świata w 1525 roku. Wielki Mistrz Zakonu Albrecht Hohenzollern pod namową Lutra zrzucił zakonny płaszcz, wyszedł z Kościoła, przyjął luteranizm i został świeckim władcą technokratycznego państwa, zwanego odtąd Prusami. Od tamtego momentu jego władcy mogli już knuć to, czego chcieli, i co szeptali im do ucha ich gnostyccy ukryci preceptorzy. W środku Europy powstało coś, co zaczęło pełnić tą samą rolę, którą odegrać miała Chazaria. Judaizm talmudyczny zastąpiony został przez luteranizm, co po odpowiedniej ewolucji daje ten sam efekt w postaci normatywizmu prawniczego, praworządności unijnej i tzw. wartości europejskich. Przewodnicząca Komisji Europejskiej oświadczyła, występując w 2022 roku na hebrajskim uniwersytecie Negev, że Europa to wartości Talmudu. Niczego więc nie trzeba się domyślać, wszystko wyraźnie zostało powiedziane. Prusy nie były jednak jedyną inwestycją państwową gnostyków. Najwyraźniej zdali sobie sprawę, że aby zapanować nad sercem Europy nie wystarczy być w tym sercu, bo są tu krzepkie państwa narodowe, trzymające się katolicyzmu – Francja, Austria i Polska. Aby pokonać ich siłę, trzeba było kompletnej przebudowy Europy, a do tego potrzebowano państwa morskiego, które może dopłynąć wszędzie, a którego jednocześnie nie można pokonać, bo jest za morzem. Wybór padł na Anglię, jako kolejny przyczółek gnostyckiej władzy w Europie i na świecie.
Ciąg dalszy nastąpi …
Na tym kończę publikację serii o Chazarii na tym portalu. Został już napisany ciąg dalszy, prowadzący do naszych czasów. Wszystko, co dotąd napisałem i opublikowałem na ten temat, oraz to, co zostało napisane i nieopublikowane znajdzie się w nowej książce, wydanej już niebawem przez Instytut Wiedzy Społecznej im., Krzysztofa Karonia. Proszę wyglądać tej książki. Jej roboczy tytuł na dzień dzisiejszy to „Uścisk Chazarii”. A tymczasem polecam „Poradnik Świadomego Narodu”, księga I już dostępna.





![Powstanie styczniowe - strona archiwalna śp. Jerzego Kowalczyka [1935 - 2015] Powstanie styczniowe - strona archiwalna śp. Jerzego Kowalczyka [1935 - 2015]](/images/HISTORIA/j_1644259577293.jpg)
