Mateusz Balcerkiewicz

Roman von Ungern-Sternberg to tajemnicza postać. Wśród Mongołów krążyła legenda o straszliwym starożytnym księciu-wojowniku, który mordował bez wytchnienia. Zabójcy potwora nie tylko zapieczętowali jego grób wielkim kamieniem, ale nałożyli też specjalne inkantacje, aby zły duch nigdy więcej się nie wydostał. W pewnym momencie w okolicy pojawił się jednak on – baron Roman von Ungern-Sternberg…


 Młody Roman von Ungern-Sternberg
Młody Roman von Ungern-Sternberg (domena publiczna)
 

Robert Mikołaj Maksymilian von Ungern-Sternberg (a właściwie Roman Nicolaus von Ungern-Sternberg) przyszedł na świat w 1886 roku w Austrii, jako potomek niemieckiej, arystokratycznej rodziny. Ungern-Sternbergowie mogli poszczycić się wielowiekowym wojskowym rodowodem. Wśród zasłużonych przodków mieli znajdować się między innymi piraci, krzyżowcy czy nawet sam Attyla! Mimo niemieckiego pochodzenia, Ungern-Sternbergowie związali się silnie z carami Rosji, za których od pokoleń oddawali swoje życia. Zgodnie ze zwyczajem, również Robert Mikołaj Maksymilian został (z inicjatywy ojca) przyjęty w rządzonej przez Rosję Estonii w szeregi carskiej arystokracji, jako Roman Fedorowicz. Sam zainteresowany całe swoje życie przedstawiał się jako Rosjanin. Rodzina Ungern-Sternberg, oprócz wojskowej, miała jeszcze jedną tradycję. U męskich potomków od pokoleń odnotowywane były przypadki pewnej mentalnej niestabilności, często postrzeganej wręcz jako szaleństwo.

Przypadłość dotknęła również młodego Romana Fedorowicza. Według świadków był niezwykle agresywny, a z równowagi wyprowadzić go mogła nawet najmniejsza drobnostka. Jego wzrok opisywano jako „spojrzenie bestii, szukającej swej ofiary”. Kilkukrotnie wyrzucano go z różnych szkół za przemoc, jakiej dopuszczał się względem rówieśników. W akademii wojskowej w Petersburgu, do której udał się następnie, sytuacja niewiele się zmieniła. Zrezygnował po otrzymaniu dwudziestu pięciu kar dyscyplinarnych za pojedynkowanie się z kolegami z klasy na szable i pistolety, oraz za szeroko pojętą agresję. Nauka utwierdziła go w przekonaniu, że zbyt wiele myślenia jest równoznaczne z tchórzostwem. Rozgoryczony zaciągnął się do wojska jako podoficer. Problematycznego wyrostka, który odmówił udania się na Syberię (chciano go tam skierować ze względu na niedokończone szkolenie), wysłano wreszcie na front dopiero co rozpoczętej wojny rosyjsko-japońskiej.

Roman von Ungern-Sternberg: Szaleniec oficerem

 Von Ungern-Sternberg w 1907 roku w mundurze wojskowym

 Von Ungern-Sternberg w 1907 roku w mundurze wojskowym (domena publiczna)
 

W latach 1906-1914 Ungern-Sternberg służył jako dowódca oddziału kozaków na Wschodzie. To tutaj ujawniły się jego zainteresowania religiami wschodu, okultyzmem, magią i legendami. Otaczał się wszelkiego rodzaju szamanami, czarownicami i wróżbiarzami. Nauczył się nawet języka mongolskiego. Nosił na sobie niezliczone ilości różnych amuletów, mających go chronić i zapewniać przewagę w walce. Twierdził, że potrafi zobaczyć duszę i czytać w myślach człowieka, jeśli popatrzy mu w oczy wystarczająco długo. Przeszedł na buddyzm i stworzył własną sektę – „Zakon Wojskowych Buddystów”. Jego ludziom wolno było bez ograniczeń pozostawać pod wpływem wszelkiej maści alkoholi i środków psychoaktywnych tak długo, jak byli zdyscyplinowani i skuteczni w walce.

Tych, którzy go rozczarowali, czekał straszliwy los. Sławna jest historia, gdy Krwawy Baron ukarał grupę krnąbrnych podwładnych, rozbierając ich do bielizny i wrzucając do rzeki w samym środku mroźnej, dalekowschodniej zimy. Nieszczęśnicy przyciągnęli uwagę stada wilków, z którym musieli poradzić sobie gołymi rękami. O dziwo jednak, połowa z nich przeżyła. Bezwzględni i silni wojownicy z miejsca stali się elitarną gwardią Ungern-Sternberga.

I wojna światowa pozwoliła mu rozwinąć skrzydła. W czasie jej trwania dowodził brygadą kawalerii na froncie w Galicji. Był niezwykle skutecznym dowódcą, za co z resztą niejednokrotnie otrzymywał wyróżnienia i medale. Generał Wrangel, jego przełożony, wielokrotnie jednak pomijał go przy decyzjach o awansie. Ryzykowne było bowiem powierzać większą odpowiedzialność człowiekowi, który za nic miał wartość ludzkiego życia. Jego natarcia miały wszelkie cechy czystego szaleństwa. Bez zastanowienia atakował frontalnie ciężko umocnione pozycje, zupełnie ignorując krzyżowy ogień z broni maszynowej. W dodatku zawsze szarżował na czele swoich ludzi. Kilkukrotnie jego oddział był wybijany do nogi. Barona Romana Fedorowicza nic nie było jednak w stanie zatrzymać.

 Baron Roman von Ungern-Sternberg w 1921 roku w Mongolii (koloryzacja Normanfromthesea

 Baron Roman von Ungern-Sternberg w 1921 roku w Mongolii (koloryzacja Normanfromthesea, Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)
 

Wiele razy otrzymywał postrzały, spadał z zastrzelonego w pełnym galopie konia, zostawał ciężko ranny w walce wręcz (jedna z opowieści właśnie ciosem szabli w czaszkę tłumaczyła jego szaleństwo), a mimo wszystko wychodził cało z każdej opresji. Jego arystokratyczne pochodzenie pomogło mu kilkukrotnie, gdy dostawał się do niewoli. Wśród żołnierzy zyskał opinię nieśmiertelnego. Krytykowano go jednak za pobieżne traktowanie skierowanych do niego poleceń oraz tendencję do chuligańskich i brutalnych wybryków poza służbą.

W wirze wojny domowej

Udział Rosji w konflikcie światowym zakończył się w 1917 roku obaleniem cara przez rewolucję, przewrotem bolszewickim i wybuchem wojny domowej. Ungern-Sternberg jako arystokrata opowiedział się oczywiście za przywróceniem starego porządku. Pod przywództwem innego „białego” generała, Grigorija Semenowa (podobno też psychopatycznego), udał się na południe do Turcji, gdzie zebrał grupę ochotników. Bolszewikom potrzebne były tereny Syberii i wschodnich rubieży Rosji ze względu na zasoby naturalne, dlatego tam właśnie postanowiono walczyć z „czerwonymi”. Konna armia Krwawego Barona rosła w siłę, rekrutując w swoje szeregi tak niebezpieczną, jak i niestabilną mieszankę Rosjan, Kozaków, Mongołów i Chińczyków. Jego samego mianowano nawet zarządcą małego miasta – Daurii.

 Proces szalonego barona

Proces szalonego barona (domena publiczna)
 

Ambicje Romana Fedorowicza na tym się jednak nie kończyły. Miał obsesję na punkcie restauracji władzy carów i kultywowania wojskowych tradycji rodziny. Uznając się za spadkobiercę Dżyngis-chana, zbuntował się w końcu Semenowowi i na własną rękę postanowił wyzwolić Mongolię spod okupacji Chin. W 1920 roku otoczył stolicę kraju – Urgę (dzisiejsze Ułan Bator). Postanowił wziąć miasto podstępem. Na okolicznych wzgórzach porozpalał wielkie stosy, po czym wysłał do miasta wszystkich czarowników i przepowiadaczy przyszłości, którzy wędrowali razem z jego taborem. Zaczęli oni opowiadać, że ogromne ogniska to ofiary dla bogów, których oblegający proszą o zagładę każdego mieszkańca w mieście. Następnie rozpowiedzieli, że zbliża się straszliwy Baron Ungern-Sternberg, który jest kuloodporny, a w dodatku potrafi pojawiać się i znikać, gdy tego zechce. Wkrótce potem Fedorowicz zaatakował, odbijając bez większego trudu miasto z rąk przerażonych obrońców. Ogłosił niepodległość Mongolii, ustanawiając na jej tronie marionetkowego władcę Bogda-chana, a siebie kreując na gubernatora wojskowego odrodzonego kraju.

Już wcześniej Roman Fedorowicz popełniał niezliczone okrucieństwa. Jednak przez kolejne sześć miesięcy po zdobyciu Urgi pracował na swoją krwawą renomę ze zdwojoną siłą przy pomocy wymyślnych tortur, które stosował zarówno na wrogach, jak i bezbronnych cywilach. Poza wspomnianymi już wcześniej zwyczajami wrzucania do lodowatej rzeki i szczucia dzikimi zwierzętami, potrafił też swoje ofiary ciągnąć na linach za ciężarówkami, rozrywać na pół za pomocą dwóch napiętych konarów, ćwiartować, wypruwać wnętrzności czy przywiązywać nago do drzew i pozostawiać na śmierć. Nienawidził zwłaszcza bolszewików i żydów. Mongołowie uważali go za Tsagan Burkhan – wcielenie boga wojny, a Bogda-chan obwołał nawet Fedorowicza oficjalnie inkarnacją Mahakala – „Gniewnego Boga”.

  Ferdynand Antoni Ossendowski, polski pisarz, towarzysz von Ungern-Stenberga

 Ferdynand Antoni Ossendowski, polski pisarz, towarzysz von Ungern-Stenberga (domena publiczna)
 

Nie mogło też oczywiście zabraknąć w tej historii polskiego wątku. Doradcą i biografem Ungern-Sternberga w Mongolii był Polak – Ferdynand Ossendowski. Jego dokładna rola u boku Barona jest owiana tajemnicą, sam Ossendowski mówił o niej bardzo niechętnie. Prawdopodobnie było to jednak coś istotnego. Według pewnej opowieści Ossendowski znał położenie ukrytego przez Barona gdzieś na terenie Mongolii wielkiego skarbu, który miał posłużyć do sfinansowania kolejnej wojny z bolszewikami.

Kariera Barona Romana von Ungern-Sternberga dobiegła końca, gdy w sierpniu 1921 roku postanowił z sześcioma tysiącami ludzi zaatakować Syberię, obalić Lenina i oddać władzę w ręce brata zdetronizowanego cara – Michaiła Romanowa. Pomijając fakt, że Michaił Romanow nie żył już od kilku lat, wyprawa z góry była skazana na niepowodzenie. Lotne oddziały kawalerii nie miały szans we frontalnym starciu z bronią pancerną i maszynową. Mimo wszystko Ungern-Sternberg nacierał tak samo psychotycznie i bezwzględnie, jak w czasie I wojny światowej. Jego zdziesiątkowane oddziały wreszcie się zbuntowały i oddały go w ręce komunistów. Rozkaz stracenia przez rozstrzelanie został wykonany 17 września 1921 roku. Przed egzekucją Baron włożył do ust swój najcenniejszy medal (Krzyż Św. Grzegorza za odwagę, z którego Fedorowicz był szczególnie dumny i który zawsze nosił przy sobie) i pogryzł go, aby nie dostał się w bolszewickie ręce. W czasie wykonywania wyroku jedna z kul odbiła się od licznych, noszonych przez Barona talizmanów i rykoszetując, zraniła żołnierza z plutonu egzekucyjnego.

Mateusz Balcerkiewicz

Artykuł został pierwotnie opublikowany [2018-05-11] na portalu historycznym Histmag.org i udostępniany jest na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska. [autor: Mateusz Balcerkiewicz]  

Bibliografia:



 

Menu postaci