Nie ufaj chmurze. Ostrzeżenia Juliana Assange’a, które definiują naszą cyfrową epokę
Julian Assange jest znany przede wszystkim jako redaktor naczelny WikiLeaks, organizacji, która wstrząsnęła światową polityką, publikując tajne dzienniki wojenne i depesze amerykańskiej dyplomacji. Lecz równolegle do tej spektakularnej działalności Assange rozwijał znacznie głębszą, systemową krytykę architektury cyfrowego świata. Jej sedno wykracza daleko poza pojedyncze przecieki i dotyka fundamentów tego, jak będziemy pamiętać własną historię. Jego hasło „nie ufaj chmurze” („Don’t trust the cloud”) to nie tylko techniczna porada, ale fundamentalna filozoficzna przestroga przed nową, subtelną formą totalitaryzmu – władzą nad zbiorową pamięcią.
Architektura zapomnienia, czyli jak jednym kliknięciem wymazać prawdę i pamięć
Assange zwracał uwagę na cywilizacyjny przełom, który często umyka naszej uwadze. Przez stulecia wiedza była przechowywana na fizycznych nośnikach – kamiennych tablicach, papirusie, a wreszcie na papierze. Fizyczna książka, raz wydrukowana w tysiącach egzemplarzy i rozesłana do bibliotek na całym świecie, staje się obiektem niemal niezniszczalnym w skali ludzkiego życia. Można spalić jeden egzemplarz, ale nie sposób zniszczyć ich wszystkich.
Tymczasem nasza epoka, jak diagnozował to Assange w rozmowie z Hansem Ulrichem Obristem, zmierza w radykalnie przeciwnym kierunku. Przejście na cyfrowe bazy danych stworzyło sytuację, w której obecna sytuacja jest znacznie, znacznie gorsza. Dokument istniejący wyłącznie na serwerze nie ma żadnej materialnej kotwicy. Jest tylko ciągiem zer i jedynek, który można zmodyfikować, nadpisać lub usunąć bez pozostawienia choćby śladu po popiele. „Archiwa cyfrowe pozwalają im wymazać historię jednym kliknięciem. Jednego dnia". Strona nie znaleziona. Błąd 404 (Not Found) to standardowy kod odpowiedzi HTTP informujący, że serwer działa, ale nie może odnaleźć żądanego adresu URL, strony lub pliku. Następnego dnia: "to się nigdy nie wydarzyło'” Nie ufaj chmurze, to jedno z jego najcelniejszych i najbardziej niepokojących zdań.
W świecie cyfrowym nie trzeba już palić książek na stosie, organizować spektakularnych akcji cenzorskich ani zastraszać autorów. Wystarczy zmienić wpis w bazie danych, nie opłacić hostingu, ugiąć się pod polityczną presją lub po prostu pozwolić, by algorytm uznał dany fakt za „nieistotny” i usunął go z indeksu. Problemem już jest nie tylko jawna, złośliwa cenzura. To także znacznie bardziej podstępna, cicha śmierć danych. Kiedy firma przechowująca archiwum bankrutuje, zmienia model biznesowy lub traci zainteresowanie jego utrzymaniem, całe fragmenty naszej cyfrowej spuścizny znikają bezgłośnie. W ten sposób fałszowanie historii przybiera najwygodniejszą dla władzy formę – nie aktywnego przeinaczania faktów, które zawsze może zostać zdemaskowane, ale jest ich selektywne, ciche usuwania z pola widzenia.
Google to nie biblioteka, to imperium
Dlaczego to właśnie Google stało się dla Assange’a symbolem i ucieleśnieniem tego zagrożenia? W swoim kluczowym eseju „Google Is Not What It Seems” Assange obnaża mit korporacji jako neutralnego, przezroczystego narzędzia do organizowania światowej wiedzy. Punktem zwrotnym było dla niego spotkanie z ówczesnym prezesem Google, Erikiem Schmidtem, któremu towarzyszył Jared Cohen – były pracownik Departamentu Stanu odpowiedzialny za dyplomację cyfrową, a później szef Google Ideas.
Dla Assange’a to spotkanie było dowodem na jawne i celowe zacieranie granicy między prywatnym monopolem a polityką zagraniczną Stanów Zjednoczonych. W swoim tekście argumentuje on, że Google przestało być firmą technologiczną, a stało się „ścieżką amerykańskiej hegemonii kulturowej, ekonomicznej i strategicznej”, operacją polityczną, która jest bardzo blisko Waszyngtonu. Na potwierdzenie swoich słów cytuje wewnętrzną notatkę prywatnej firmy wywiadowczej Stratfor, której analitycy wprost stwierdzili, że Google „robi rzeczy, których nie może robić CIA”.
W tym kontekście słowo „chmura” przestaje oznaczać tylko wygodny dysk dostępny z każdego miejsca na ziemi. Staje się narzędziem globalnego wywiadu i hegemonii kulturowej. Powierzenie naszych maili, zdjęć, dokumentów, a co najważniejsze – cyfrowych archiwów gazet, bibliotek i całych instytucji pamięci – takiej strukturze jest aktem dobrowolnego oddania kontroli nad historią w ręce globalnego imperium korporacyjno-państwowego.
Nowe zagrożenie: Historia jako paliwo dla sztucznej inteligencji
Choć Assange ostrzegał przed tym przed laty, jego analiza zyskuje dziś nowy, mroczny wymiar, o którym musimy powiedzieć wprost. Walka o „chmurę” i przechowywane w niej dane historyczne nie toczy się już tylko o to, co będą mogły przeczytać nasze dzieci. Toczy się o paliwo dla sztucznej inteligencji, źródła prawdy.
Wielkie modele językowe, takie jak GPT-4, Gemini czy Claude, są trenowane na gigantycznych zbiorach danych – tych samych, które przechowują korporacyjne chmury. Jeśli te dane są niekompletne, skażone, wybrakowane lub celowo zmodyfikowane przez właściciela serwera, to zbudowana na nich AI będzie produkować i powielać zafałszowany obraz świata na masową, przemysłową skalę. To przejście od żmudnego, ręcznego fałszowania pojedynczych dokumentów do w pełni zautomatyzowanego zniekształcania całego kontekstu historycznego, dostosowanego do potrzeb i wrażliwości właściciela infrastruktury.
Wyobraźmy sobie niedaleką przyszłość. Uczeń lub student pyta AI o jakieś kontrowersyjne, trudne wydarzenie historyczne. Model, wytrenowany na starannie „wyczyszczonej” i skorygowanej bazie danych, udziela odpowiedzi płynnej, logicznej i „obiektywnej”, z której w niewidzialny sposób wyparowały wszystkie fakty niewygodne dla podmiotu, który tę bazę kontrolował. Nie ma aktu cenzury. Nie ma groźnego cenzora. Jest tylko czysta, gładka i doskonale fałszywa odpowiedź maszyny, która rości sobie prawo do obiektywizmu.
Rozwiązania: kryptograficzna nieusuwalność i powrót do korzeni
Ostrzeżenia Assange’a nigdy nie miały siać jedynie paraliżującego lęku. Były one ściśle powiązane z propozycją konkretnych, technicznych i filozoficznych rozwiązań. Assange nie był tylko prorokiem katastrofy, ale też inżynierem ruchu oporu. Jego koncepcja „nieusuwalnych” dokumentów opiera się na idei kryptograficznych hashy – matematycznych odcisków palca lub w technologii blockchain które jednoznacznie identyfikują treść i uniezależniają jej istnienie od kaprysu jakiejkolwiek platformy.
To nie jest abstrakcja dla informatyków. To jest filozofia rozproszonego, oddolnego oporu przeciwko centralizacji pamięci. Co ta filozofia oznacza dla nas, w codziennej praktyce?
- Własność i offline jako akt oporu: Fundamentem jest powrót do materialności. Kupuj fizyczne książki, które uznajesz za ważne. Nagrywaj wartościowe treści na własne dyski, twórz prywatne archiwa na nośnikach, które nie wymagają połączenia z internetem. Nie ufaj, że przełomowy film dokumentalny na YouTubie, ważny artykuł czy baza danych będą dostępne za pięć lat. Często nie będą.
- Świadoma, proaktywna archiwizacja: Naucz się podstawowych narzędzi do archiwizacji internetu. Wayback Machine to współczesny odpowiednik klasztornego skryptorium – możesz zapisać kopię strony dla potomnych jednym kliknięciem. Wspieraj finansowo i promuj organizacje takie jak Internet Archive, które są dziś naszą cyfrową Biblioteką Aleksandryjską, a mimo to stoją w obliczu bezlitosnych ataków prawnych ze strony korporacji, którym nie w smak idea wolnego i powszechnego dostępu do wiedzy.
- Świadomy wybór narzędzi: Przyjrzyj się krytycznie usługom, z których korzystasz. Czy Twój dostawca poczty, chmury czy komunikatora zarabia na profilowaniu Ciebie i Twoich danych? Czy jego model biznesowy jest zgodny z istnieniem prywatności i suwerenności informacji? Wybieraj komunikatory z szyfrowaniem end-to-end, wspieraj otwarte oprogramowanie. Czasem niewielka rezygnacja z wygody jest potężnym aktem politycznym.
- Dywersyfikacja i brak zaufania do monolitu: Nie składaj całego swojego cyfrowego życia, wszystkich wspomnień i intelektualnej spuścizny w ręce jednego giganta technologicznego. Rozproszenie danych, podobnie jak rozproszenie książek w fizycznych bibliotekach, jest podstawowym warunkiem przetrwania pamięci.
Jesteśmy archiwistami naszych czasów
Przestrogi Juliana Assange’a, wygłoszone wiele lat temu, z każdym rokiem zyskują na znaczeniu. Prowadzą nas one do fundamentalnej, być może najważniejszej konkluzji naszych czasów: w świecie, w którym zbiorową pamięć wynajmuje się od kilku globalnych korporacji, nie istnieje coś takiego jak historia obiektywna i niezależna. Istnieje tylko ta historia, która jest wygodna dla właściciela serwera.
Hasło „nie ufaj chmurze” nie jest więc wyrazem technofobii czy nostalgii za analogową przeszłością. Jest to wezwanie do odzyskania podmiotowości i odpowiedzialności za najcenniejszy zasób ludzkości – jej pamięć. Musimy przestać być wyłącznie biernymi konsumentami i stać się aktywnymi, świadomymi archiwistami własnych czasów. W przeciwnym razie obudzimy się w sterylnym świecie, który nie tylko zapomniał, skąd przyszedł, ale jest głęboko przekonany, że jego doskonale gładka, zafałszowana wersja przeszłości jest tą jedyną, jaka kiedykolwiek istniała. A wtedy nie będzie już żadnego „drugiego egzemplarza”, który mógłby nam przypomnieć prawdę.
Julian Paul Assange urodził się 3 lipca 1971 w Townsville, jest australijskim aktywistą internetowym, dziennikarzem, programistą oraz założycielem, rzecznikiem i redaktorem naczelnym serwisu WikiLeaks.
W wieku 17 lat opuścił dom i wyjechał do Melbourne. W 1995 roku został skazany za kilkadziesiąt włamań komputerowych na karę grzywny. Był nie tylko hakerem, ale także twórcą wolnego oprogramowania. W 1995 roku napisał pierwszy program open source do skanowania portów – Strobe. W 1996 roku wprowadził kilka poprawek w projekcie PostgreSQL. Do 2006 studiował fizykę i matematykę, potem zajął się głównie serwisem WikiLeaks, został jego rzecznikiem prasowym i redaktorem naczelnym.
Serwis WikiLeaks powstał pod koniec 2006 roku. Assange połączył w nim swoje doświadczenie programisty, hakerski etos wolnego przepływu informacji oraz przekonanie, że tajność jest fundamentem nadużyć władzy. Stworzył system umożliwiający anonimowe i bezpieczne przekazywanie dokumentów przez sygnalistów – osoby mające dostęp do informacji niejawnych, które w ich ocenie powinny ujrzeć światło dzienne. Pierwsze publikacje dotyczyły m.in.
- Nieprawidłowości w kenijskim rządzie i dokumentów dotyczących Guantanamo,
- Prawdziwy przełom nastąpił jednak w 2010 roku, kiedy WikiLeaks opublikowało szereg gigantycznych przecieków, które na zawsze zmieniły globalną debatę o transparentności władzy.
- Kolejno był afgański i iracki dziennik wojenny – setki tysięcy raportów wojskowych odsłaniających kulisy konfliktów, w tym nieudokumentowane wcześniej ofiary cywilne i tortury.
- Nagranie „Collateral Murder” – wideo z amerykańskiego śmigłowca bojowego, na którym widać ostrzelanie grupy cywilów i dziennikarzy Reutersa w Bagdadzie. Ten materiał stał się jednym z najbardziej wstrząsających świadectw współczesnej wojny.
- Cablegate – największy w historii wyciek depesz amerykańskiej dyplomacji, który odsłonił kulisy globalnej polityki i wywołał kryzysy dyplomatyczne na całym świecie.
Walka o wolność i lata uwięzienia - Za te publikacje Assange stał się celem bezprecedensowego śledztwa i nagonki politycznej w Stanach Zjednoczonych. W 2010 roku, podczas pobytu w Szwecji, został oskarżony o przestępstwa seksualne. Assange zawsze utrzymywał, że zarzuty te są pretekstem do jego ekstradycji do USA, gdzie groziły mu zarzuty na mocy ustawy o szpiegostwie, potencjalnie zagrożone karą 175 lat więzienia. W 2012 roku, po wyczerpaniu ścieżek odwoławczych w Wielkiej Brytanii, poprosił o azyl polityczny w ambasadzie Ekwadoru w Londynie, gdzie spędził kolejne siedem lat w całkowitej izolacji. W tym czasie nie mógł opuszczać maleńkiego budynku ambasady, nie miał dostępu do światła słonecznego ani opieki medycznej na odpowiednim poziomie. Jego zdrowie fizyczne i psychiczne uległo poważnemu pogorszeniu. W 2019 roku nowy rząd Ekwadoru cofnął mu azyl, a brytyjska policja natychmiast aresztowała go na terenie ambasady. Został osadzony w więzieniu Belmarsh o zaostrzonym rygorze, gdzie spędził kolejne pięć lat, walcząc w sądach przeciwko ekstradycji do Stanów Zjednoczonych.
Wolność i dziedzictwo - W czerwcu 2024 roku jego wieloletnia gehenna dobiegła końca. Po osiągnięciu ugody z amerykańskim Departamentem Sprawiedliwości Assange przyznał się do jednego zarzutu naruszenia ustawy o szpiegostwie i został skazany na czas już odsiedziany w więzieniu. Opuścił Wielką Brytanię i powrócił do rodzinnej Australii jako wolny człowiek.
Jego sprawa stała się symbolem fundamentalnego napięcia między bezpieczeństwem państwa a wolnością prasy. Dla jednych jest bohaterem, który oddał piętnaście lat życia w obronie prawa opinii publicznej do poznania prawdy. Dla innych – postacią kontrowersyjną, której metody działania budziły poważne wątpliwości. Niezależnie od oceny, Julian Assange na trwale wpisał się w historię jako człowiek, który zmusił świat do zadania sobie pytania, czy tajemnica chroni demokrację, czy ją przed nią ukrywa. Jego przestrogi o kontroli nad cyfrową pamięcią, fałszowaniu historii i nieufności wobec „chmury” pozostają dziś jednymi z najważniejszych pytań naszej epoki.
Grafika tytułowa wygenerowana przez model AI OpenAI (ChatGPT / DALL·E).

